Będzie wrześniowo, trochę szkolnie, bynajmniej nie lekko. „American Animals” Barta Laytona zaciekawia już na poziomie intrygującego tematu. Oto mamy (mniej więcej) autentyczną historię napadu na bibliotekę. Łupem są rzadkie i cenne egzemplarze (m.in. „O powstawaniu gatunków”), rabusiami zaś znudzeni studenci z dobrych rodzin. I brzmi to jak jakaś heca, strasznie śmieszna sprawa, co zdaje się potwierdzać również konwencja opowieści – heist movie z domieszką komedii. Ale to tylko pozory. 

Film Laytona ewoluuje. Gdy naiwne wyobrażenie chłopaków o planowanym napadzie – fajnym jak na filmach i łatwym logistycznie – zderza ze skomplikowaną i nieprzewidywalną rzeczywistością, ton opowieści się zmienia i robi się niewesoło. Ta miażdżąca konfrontacja – oczekiwania vs. efekty – jest jednym z kilku tematów, którymi interesuje się brytyjski twórca i które podaje w sposób gładki, przejmujący i z suspensem. Inne tematy to choćby:

  • irracjonalny głód, który popycha młodych bohaterów do działania. Gdy błahe tu i teraz – zajęcia, studia, hobby – przestaje wystarczać. Nagle musisz zrobić coś więcej, wykonać jakiś ruch, akcję. Inaczej zdechniesz z nudów. 
     
  • egzystencjalizm po studencku, skupiony zwłaszcza w postaci Spencera, aspirującego malarza – apatycznego, zlęknionego, dotkniętego uczuciem beznadziei. 
     
  • moment, w którym dajesz się ponieść nurtowi rzeki, bo myślisz, że nic ci nie grozi. Złe rzeczy spotykają przecież tylko złych ludzi i to najczęściej na filmach; ciebie to nie dotyczy. A więc idziesz za kumplami i za ich głupim pomysłem. Spontanicznie, nieasertywnie, tak jak na imprezie skacze się na główkę do płytkiego jeziora. Nim się obejrzysz, żarty się kończą, a ponura rzeczywistość upomina się o swoje. Tobie natomiast nie pozostanie nic, tylko żałować głupich decyzji, które zapadły jakby poza tobą, nawet nie wiesz kiedy.  


Warto dodać, że „American Animals” to połączenie filmu fabularnego z dokumentem. Reżyser w toku opowiadania od czasu do czasu oddaje głos autentycznym bohaterom napadu. Bywa to interesujące, odważne, zwłaszcza gdy fikcja w nieoczekiwany sposób spotyka się z rzeczywistością, ale też psuje film – obciąża go zbędnym komentarzem. Layton świetnie opowiedziałby tę historię i bez tego.

Czytaj też:   Niewidzialna przemoc, niewidzialne ciało. O "niewidzialnym człowieku"

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *