Na marginesie

Starość Clinta Eastwooda. O „Przemytniku”

Seans „Przemytnika” okazał się dla mnie osobnym, dość emocjonalnym doświadczeniem, którego kompletnie się nie spodziewałam. Oto patrzę na starca, który kiedyś pokazał mi kino w czystej postaci. Na jego wydłużone, białe ręce i skórę, pomarszczoną i cienką, która coraz mocniej przykleja się do czaszki. Na jego kanciasty, spowolniony krok i zaokrąglone plecy. I niby jestem… Czytaj Starość Clinta Eastwooda. O „Przemytniku”

Na marginesie

Żadnego trzepotania rzęsami. O „Kapitan Marvel”

Żadnego trzepotania rzęsami. Carol Danvers to typ grunge’owej kumpeli ze szkoły, która za dzieciaka chodziła po drzewach i miała wiecznie zdarte kolana. Łobuziary maksymalnie skupionej na celu i spragnionej wyzwań, co niektórzy, zwłaszcza u dziewczyn, mylą czasem z arogancją. Ale czy pewnej siebie? No właśnie. To jedna z rzeczy, które w tym filmie bardzo mi się… Czytaj Żadnego trzepotania rzęsami. O „Kapitan Marvel”

Na marginesie

Żony zuchwałych mężów. O książce Wolitzer i adaptacji Runge’a

Żony zuchwałych i zakochanych w śpiewie własnego głosu mężów są świadome swojej roli – zakutane w podomkę, kapcie i powolną codzienność, ciche i uległe, cierpliwie pracujące nie na swój sukces. Kiedyś zakochane ślepą miłością i regulowane kulturowym przykazem trwania w cieniu partnera, z czasem zgorzkniały. Za wcześnie dały sobie wmówić, że są za słabe, by… Czytaj Żony zuchwałych mężów. O książce Wolitzer i adaptacji Runge’a

Na marginesie

Dekada z Sidney Prescott, czyli powrót do Krzyków

Odświeżyłam ostatnio „Krzyki” Wesa Cravena i podobało mi się. Nie tylko jako zabawa w rozszyfrowywanie autotematycznych tropów czy wprost – jako straszno-śmieszne widowisko, ale również jako całość, niczym serial rozłożony na cztery sezony, którego spójność najwyraźniej widać z lotu ptaka. Główny temat „Krzyków” to oczywiście kino, z każdą częścią coraz bardziej wrastające w życie bohaterów.… Czytaj Dekada z Sidney Prescott, czyli powrót do Krzyków

Na marginesie

Oczy Sylvii Sydney. Merrily We Go to Hell, reż. Dorothy Arzner

Oczy Sylvii Sydney w „Merrily We Go to Hell” (1932) Dorothy Arzner, niezależnie od nastroju, ciągle wilgotne, jakby na granicy płaczu. Zresztą oczy, a ściślej – spojrzenia – są w tym filmie bardzo istotne. Jako spadek po kinie niemym, zawsze coś znaczą. Spojrzenia tęskne, zakochane, melancholijne, rozżalone, zazdrosne. Wreszcie – zamroczone alkoholem. Oto mamy historię… Czytaj Oczy Sylvii Sydney. Merrily We Go to Hell, reż. Dorothy Arzner