Film

Czego NIE oglądać na sercowe rozterki?

„Życie ma swoje braki… nie wypełnisz ich, choćbyś się zesrała” – czy jakoś tak. Tę mocną, prostą i ujmująco życiową myśl wygłasza jedna z bohaterek filmu pt. „Take This Waltz”. Słowa te dotyczą przede wszystkim związków (choć nie tylko), relacji damsko-męskich, nie zawsze szczęśliwych, a przeważnie skomplikowanych. Brzmią dołująco – mają nas bowiem pozbawić wszystkich złudzeń dotyczących par dobranych jak ulał, książąt na białych koniach, wiecznych „motyli w brzuchu” i nieustającej radości wspólnego życia.

Nie ma związków idealnych, nie ma życia idealnego, tak jak nie ma idealnego świata. Takie oto mniej więcej przesłanie niesie nasza bohaterka. Według niej wszelkie poszukiwania szczęścia idealnego, wiecie… takiego jak z filmu, prędzej czy później skończą się fiaskiem, bólem, rozczarowaniem, smutkiem. Kompletną klapą.

Troje do walca (Take This Waltz, 2011)

Film „Take This Waltz” wprowadzi w konsternację każdą dziewczynę, która akurat przeżywa sercowe rozterki i zastanawia się czy TEN jest właśnie TYM na całe życie. Główną rolę zagrała tu na wskroś autentyczna Michelle Williams. Jej bohaterka prowadzi nieskomplikowane życie u boku lekko brzuchatego autora książek kucharskich. Mają ładny przytulny domek, dużo się śmieją, bardzo się lubią, znają jak łyse konie. Czyli wszystko gra.

I wtedy Margot (bo tak ma na imię nasza bohaterka) poznaje…hmmm… nazwijmy go „mącicielem”. Tym trzecim, do trójkąta. Przystojniakiem z naprzeciwka. Bardziej intrygującym niż całkiem zwyczajny mąż, lekkoduchem-romantykiem, a do tego wszystkiego ARTYSTĄ. I to bez brzucha!

Rozwój wypadków sprawia, że mąż nagle przestaje być dla Margot atrakcyjny. Mąż nie dostarcza już emocji, łaskotania w brzuchu, nie podwyższa adrenaliny, mąż nie potrafi słuchać, mąż wkurza, irytuje, jak mąż dotyka – to źle, jak mąż całuje – to okropnie, jak mąż mówi – to dramat. Teraz to Mąciciel jest bohaterem scenariuszy rozgrywających się w głowie Margot. Mąciciel sprawia, że robi jej się „miękko”. Zagubiona i nieszczęśliwa Margot jeszcze wtedy nie wie, że „Mąciciel” również posiada właściwość „powszednienia”. Jak każdy.

Misz masz we czworo („Zeszłej nocy” 2010)

Mąż Joanny Reed, bohaterki filmu „Zeszłej nocy”, wyjechał w krótką delegację. Joanna (w tej roli Keira Knightley) i Michael (Sam Worthington) są szczęśliwym małżeństwem. Znają się od lat, pobrali się już na studiach. Pech chce, że podczas nieobecności męża na horyzoncie Joanny pojawia się paryska miłość sprzed lat – Alex Mann. Błysk i omdlenie. Joanna nie chce być nieuczciwa. No ale wiecie – stara miłość nie rdzewieje.

Michael również zmierzy się z niemałą pokusą. W tę samą delegację wyruszyła bowiem Laura (w tej roli Eva Mendes), która na Michaela ma ogromną chętkę. I prężyć się będzie, i wdzięczyć, i kusić. I tak przez całą noc. W serca Joanny i Michaela wkradnie się drażniący niepokój, wiele emocjonalnych pokus, wątpliwości, niebezpiecznych myśli.

Pani reżyser i scenarzystka w jednym, Masy Tadjedin, postarała się ująć w ładne obrazki dwa rodzaje zdrady – tę psychologiczną oraz tę czystą fizyczną. Trochę boli, gdy dostrzegamy w opowiadanej przez nią historii samych siebie.

We dwoje a jednak w pojedynkę („Blue Valentine”, 2010)

Tym razem nie będzie czworokątów czy trójkątów. Będzie tylko dwójka. Wystarczy. 

Cindy (znowu Michelle Williams) oraz Dean (Ryan Gosling) najlepsze chwile mają już za sobą. Poznajemy ich w niezbyt dobrej „związkowej” kondycji – rozdrażnienie, kłótnie, niesmak. Dean z piwnym brzuchem, wyłysiały i non stop podpity, Cindy – zmęczona, sfrustrowana, zniechęcona do skraju możliwości. Pretensji do Deana ma co niemiara. Tak mocno się zmienił! Tak bardzo rozczarował! Gdzie podział się ten nieokrzesany, energetyczny, szalony facet z głową nabitą pomysłami?

I cóż z tego, że Dean próbuje na powrót odzyskać serce Cindy? Trudno o dobre rezultaty, gdy jest się bez przerwy na rauszu.

Zestawienie smutnych obrazków teraźniejszości z radosnym, barwnym początkiem działa na widza wyjątkowo sugestywnie. Zapowiadało się świetnie – czas zniszczył wszystko. Na zgliszczach dawnych marzeń pozostała jedynie zaniedbana Cindy płacząca w łazience, krzyki przepitego Deana. I nieszczęśliwe dziecko.

Wszystkie trzy wspomniane filmy – to dobre filmy (szczególnie ten ostatni). Ale jednocześnie niebezpieczne ze względu na ładunek niepokoju, który ze sobą niosą.

Początkowo chciałam je odradzić wszystkim tym, którzy borykają się z sercowymi dylematami charakterystycznymi dla długoletnich związków. Zmieniam jednak zdanie. Obejrzyjcie je sobie, zinterpretujcie na własny sposób, być może okażą się bardziej przydatne niż każda dobra rada od tak zwanych życzliwych.


2 Komentarze

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *