„Przeminęło z wiatrem. Od bestselleru do filmu wszech czasów” to w mojej historii czytania fenomen. Publikacja, która liczy prawie 500 stron, czyli więcej niż przeciętnie, mimo że jej temat jest wyraźnie ograniczony – oto mamy książkę o książce. Strona po stronie, rozdział po rozdziale, od początku do samego finału rzecz dotyczy wyłącznie słynnej powieści Margaret Mitchell i ani na moment nie wyjeżdża poza margines. Moglibyśmy więc przypuścić, że mamy do czynienia z publikacją wyjątkowo nużącą. Bo czy na opisanie tej „wąskiej” historii nie wystarczyłaby broszurowa objętość? 

Z książką Ellen Brown i Johna Wileya Jr. jest tak jak z dobrym filmem dokumentalnym, gdzie często na jednym, niby niewielkim wycinku rzeczywistości, buduje się pogłębioną, pełną zakrętów i fascynującą fabułę. To sztuka mówić uniwersalnie i zajmująco na tematy hermetyczne. By się udała, należy spełnić co najmniej dwa warunki: 1) być chorobliwie wnikliwym i drobiazgowym. Jak detektyw cierpliwie badać, odkrywać, „grzebać”, katalogować, a poza tym trafnie łączyć fakty 2) być wprawnym gawędziarzem, który zamiast przytłoczyć czytelnika nadmiarem szczególików, sprzeda je w atrakcyjny sposób. Tak właśnie jest w przypadku tej książki.

Jej dwie największe zalety to: drobiazgowo opracowany materiał i płynnie opowiedziana historia. Autorzy zaczynają tam, gdzie zwykle się zaczyna, czyli od samego początku. Po krótkiej charakterystyce samej Margaret Mitchell wchodzą w długą i pełną zakrętów historię pisania, wydania, odbioru i dalszych kolei największego bestselleru wszechczasów. „Gdybym miała pojęcie o problemach, jakie wiązały się z Przeminęło z wiatrem, zastrzeliłabym się przed napisaniem powieści” – powiedziała pisarka już po osiągnięciu sukcesu. I owszem, wiele miejsca poświęca się tu na opisanie mozolnej pracy nad ostatecznym kształtem dzieła Mitchell, a także licznych problemów z nieoczekiwaną sławą, promocją, prawami autorskimi itd.

Opis tych wszystkich perypetii działa na czytelnika stymulująco. Skrupulatność, którą autorzy odziedziczyli chyba po samej Mitchell, sprawia, że oczami wyobraźni wyczuwalnie przenosimy się do ówczesnych jej czasów, momentami zaś mamy wrażenie obcowania z ciekawą fabułą, a nie reportażowym pisaniem. Mitchell z „oczami bardziej niebieskimi niż Paul Newman”, gadatliwa, przejęta, zaangażowana, czasem dziwna, bardzo bezpośrednia, silna, lecz wycofana i skromna, sama staje się bohaterką. Kampania reklamowa, szelest rękopisów i telegramów, zebrania w sprawie wydań, pierwsze spotkania autorskie, negocjacje z Hollywood, biznesowe lunche, czerwony dywan, powódź listów i wiele innych elementów życia słynnej pisarki nie tylko same w sobie stanowią ekscytujący materiał. Ogromne znaczenie dla wartkości opowieści ma też opisanie tego wszystkiego we właściwy sposób – prosto, bezpretensjonalnie, sugestywnie i z sympatią do tematu.

Czytaj też:   Nigdy nie będzie takiego lata. O książce "Wiosenna bujność traw" Karoliny Kostyry

Przeminęło z wiatrem. Od bestselleru do filmu wszech czasów” to nie tylko książka dla miłośników omawianego w niej dzieła. Choć oczywiście fani perypetii Scarlett O’Hary i Rhetta Butlera będą zachwyceni. Dowiedzą się np., że Scarlett miała mieć na imię Pansy, a książce proponowano takie tytuły, jak „Nikt nie był tak ślepy” czy „Trąby wyśpiewały prawdę”. Również sam opis pracy nad powieścią jest ciekawy. Niecodzienna dokładność Mitchell kazała jej na przykład wędrować całe kilometry, by ulokować wyimaginowane miejsca znane z książki tak, aby nie stały tam, gdzie w realnym świecie z pewnością nie mogłyby stanąć. Za dowód staranności autorki niech posłuży cytat:

„Mitchell przejmowała się w szczególności jedną kwestią: czy dobrze określiła porę wysiewania ziaren bawełny przed rozplenieniem się kwiecika bawełnianego. Ponieważ nie potrafiła skupić się na pozostałych sprawach, zwróciła się z prośbą o pomoc do rolnika, który wcześniej pomógł jej z gryką. Przyznała, że nikt poza Georgią nie zorientowałaby się, że popełniła błąd, <<ale ja bym o tym wiedziała i prawdopodobnie budziłabym się w nocy z krzykiem z tego powodu.>>”

Dziś czytelnicy „Przeminęło z wiatrem” pewnie nie zdają sobie sprawy, że sukces tej książki był w swoich czasach ogromnym zaskoczeniem. Nikt nie spodziewał się, że powieść debiutującej autorki, do tego opasła i niełatwa, bo opowiadająca o trudnym okresie w historii Ameryki, zyska taką sławę. Wątpliwości przed jej wydaniem wzbudzała również niejednoznaczność bohaterów (czy są dobrzy, czy źli?), a także otwarte, „zawieszone” zakończenie. Powiedzieć, że ryzyko wydawcy się opłaciło, to mało. Nie da się bardziej strzelić w dziesiątkę. Dzięki temu opowieść o powstaniu „Przeminęło z wiatrem” zyskuje drugie dno i optymistyczną wymowę. Stanowi jeden z niezbitych dowodów na to, że los potrafi mile zaskakiwać i znienacka zamieniać rzeczy niemożliwe w realne. To budujące, że autorka największego bestselleru świata była debiutantką, a sukces osiągnęła za pomocą zupełnie nie-filmowej pracowitości. Publikacja Ellen Brown i Johna Wileya Jr. jest więc nie tyle książką o książce, ale książką, no cóż, o życiu.

Czytaj też:   Nigdy nie będzie takiego lata. O książce "Wiosenna bujność traw" Karoliny Kostyry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *