Pustkowie

"Pustkowie" (org. "Pustina"), wyprodukowany pod banderą HBO czeski miniserial (8 odcinków). Przypadkiem namierzony któregoś wieczoru, obejrzany w dwa dni. Gdyby podjąć próbę porównania "Pustkowia" do czegoś naszego, rodzimego, w pierwszej kolejności nasunie się niedawny hit sezonu, "Belfer". Nie otwierajmy jednak zbyt szeroko puszki ze skojarzeniami, bo – mimo silnego, tematycznego podobieństwa obu produkcji – nie będzie to najtrafniejsza analogia. "Pustkowie" – dojmujące, mocne i na serio – bardziej już zalatuje Smarzolem niż przaśną, rysowaną grubą krechą opowieścią z "Belfra", niechcący sympatyczną, na swój sposób kaleką. Największą siłą czeskiego serialu nie jest misterna intryga, bo ta – choć organizuje wszystkie wydarzenia – z czasem okazuje się mniej ważna niż jej tło, trafna obserwacja społeczna i bohaterowie ze swoim bagnem w głowach. Główny atut serialu to zatem jego ponury, odpychający autentyzm. Świat, w który się wierzy, choć lepiej byłoby, gdyby nie istniał. A istnieje i to bardzo blisko – akcja rozgrywa się niedaleko granicy z Polską, Polski tu zresztą całkiem sporo.

"Pustkowie" to także (w przeciwieństwie do serialu ze Stuhrem) rzecz niebanalna stylistycznie – robi duże wrażenie obrazem, złowrogim, zmęczonym, swojskim ale strasznym oddechem smutnej przestrzeni, trafnym szczegółem. Wystarczy obejrzeć samą czołówkę, by zorientować się, że mamy do czynienia z czymś znacznie większym niż telenowela z ambicjami. "Pustkowie" warto więc polecić i to nie dlatego, że to serial dobry jak na "nieamerykańskie seriale", ale dlatego, że to z całym przekonaniem – kawał świetnego kina.

Legion, sezon 1

Z adaptacjami komiksów o superbohaterach lubimy się raczej umiarkowanie. Kiedyś próbowałam być na bieżąco, dziś oglądam incydentalnie. Po niedawnym seansie "Doktora Strange'a", tej niby uczty dla wyobraźni, stwierdziłam, że sobie odpuszczam. Dawno się tak nie wynudziłam na filmie. I wtedy przytrafił się "Legion". Serial superbohaterski od kolesia od "Fargo"? Sprawdzam! No więc pierwszy odcinek – osłupienie i schizofrenia. Człowiek jeszcze nie wie, co myśleć, ale zaczyna mieć nadzieję, że będzie fajnie. Trzeci odcinek? MIAZGA. Cały sezon? Kurczę, gdyby w ten sposób ekranizowano komiksy, byłabym najwierniejszą fanką, serio, chodziłabym na każdą premierę.

Czytaj też:   Filmweb, czyli sztuka pisania żenujących newsów

O "Legionie" można przeczytać wiele – że to superbohaterskie "Twin Peaks", że "Incepcja", że nawet Tim Burton albo Michel Gondry. I to wszystko prawda. Ale "Legion" daje też więcej – jakość samą w sobie i podpis autora, Noaha Hawleya. Jestem pod ogromnym wrażeniem wielkiej kreatywności twórców. Znakomitego poczucia humoru, wyrażanego nie tyle w średnio śmiesznych powiedzonkach, ale przede wszystkim w rozwiązaniach formalnych, muzycznych, imponującej ekspresji. W tej zabawie nie ma ani krzty żenady. Nie ma przekonywania widza, że coś jest poważniejsze, niż na to wygląda. To inteligentna jazda po bandzie, zabawa, która dociera do istoty tego, co "komiksowe" i w tej "komiksowości" najlepsze. Nie znam papierowego oryginału, ale tak właśnie sobie myślę. I gorąco polecam. I czekam. 19 kwietnia nowy sezon "Fargo".

Na zachętę dla nieprzekonanych obłędna Aubrey Plaza i zajebista, seksowna taneczna scena z "Legionu": 

Quarry, sezon 1

Wiecie, że Cinemax jakiś czas temu wydał na świat naprawdę dobry serial? 
"Quarry" opowiada historię poturbowanego psychicznie weterana wojennego, który wraca z Wietnamu do domu, do pięknej żony, próbuje się jakoś ogarnąć, otrząsnąć, ale przez swój niefart… związuje się z szajką zabójców. Serial ogląda się świetnie. Sensację, dozowaną powoli i z suspensem, podano tu w staroszkolnym stylu, który momentami przywołuje w pamięci takie gwiazdy kina, jak Peckinpah czy wczesny Mann. "Quarry" jest wydajny emocjonalnie nie tylko dzięki dobrze pisanej historii, ale też dzięki pełnokrwistym, pokomplikowanym bohaterom i silnie wybrzmiewającym relacjom między nimi. Jest też niejednoznaczny moralnie, ale nie szarżuje, nie przegina. Wie, kiedy się zatrzymać, odsapnąć (choć nieustannie z oddechem niebezpieczeństwa na karku), zaskoczyć falą liryzmu. 

Niestety stacja Cinemax zapowiedziała, że drugiego sezonu nie będzie. Szczerze mówiąc, bardzo zmartwiła mnie ta informacja. Chciałoby się więcej takich seriali jak "Quarry", surowych i na serio, sensacji, od której trudno się oderwać, bez nudnego efekciarstwa, z silnym, pogłębionym bohaterem. Tak czy siak, warto sięgnąć po pierwszy sezon. Mimo otwartego zakończenia i braku szans na kontynuację przygody. Obiecuję! 

Czytaj też:   Niewidzialna przemoc, niewidzialne ciało. O "niewidzialnym człowieku"

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *