Kopiuj-Wklej, Serial

Kopiuj-wklej #6. Seriale


The Marvelous Mrs. Maisel, sezon 1

Nowy Jork, końcówka lat 50., czasy Mad Menów. Mężowie robią odważne kariery, pastelowe żony stoją na straży domowych ognisk. Jedną z tych żon jest Miriam Maisel – wzorowa matka, skrupulatna gospodyni, urocza kochanka. Jak z reklamy? Niezupełnie. Miriam odróżnia się od wzorcowych żon m.in. nieocenionym zaangażowaniem. Mąż chce zostać komikiem, więc żona aktywnie wspiera go w tym marzeniu – ustawia terminy, przekupuje kogo trzeba smakołykami domowej roboty, wymyśla gagi. Wszystkie te działania, mimo że podejmowane w dobrej wierze, odsłaniają przykrą dla męża prawdę – to jego żona ma więcej talentu i siły przebicia niż on. Pan Maisel nie potrafi tego przełknąć. Już w pierwszym odcinku pakuje manatki i, starym zwyczajem, zostawia żonę dla mniej rozgarniętej dziewczyny. Taki związek to żyzna gleba dla kapryśnego, męskiego imperializmu, w którym autorytet pana domu potrzebuje regularnego podsycania. 

„The Marvelous Mrs. Maisel” to serial, który nie wzbudził u nas większego zainteresowania, a szkoda, bo barwna historia zdradzonej żony, która podbija stand-upową, zdominowaną przez mężczyzn scenę zasługuje na odkrycie. Jej serce bije w piersi głównej bohaterki, zwłaszcza gdy ta chwyta za mikrofon i, łamiąc jedno tabu za drugim, wygłasza nieokiełznane monologi. Scena działa na Mrs. Maisel jak lasso prawdy. To tu, po ciemnej stronie mocy, w świetle reflektorów nocnego klubu, idealna pani domu idzie na żywioł – zdziera maskę familijnej pokory, by z klasą i z charakterem wyładowywać liczne frustracje. Niemal jak pani Hyde odsłania przed publiką prawdziwe „ja” – niepoprawne, ironiczne – które wcześniej, w codziennym życiu świetnie usytuowanej kobiety w eleganckim płaszczu, nie miało szansy się przebić. Na taką spontaniczność może sobie pozwolić dopiero jako wzgardzona żona na ostrzu społecznego ostracyzmu. Znakomite występy Mrs. Maisel wyznaczają rytm tej ośmioodcinkowej serii, wprawiają w ruch jej tryby, to na nie czeka się najbardziej podczas kolejnych seansów. I to dzięki nim – mimo że serial momentami zwalnia, ulegając zbyt miłej, letniej atmosferze kina obyczajowego – ostatecznie nie traci impetu. Całość układa się we wcale nieoczywistą, szalenie zabawną (i wzruszającą też) opowieść o emancypacji. No i o tym, że dziewczyny też mają poczucie humoru.

Bardzo dziki kraj

„Bardzo dziki kraj”, rewelacyjny serial dokumentalny od Netflixa, na który, gwarantuję, warto poświęcić sześć godzin swojego życia. Rzecz opowiada o OSHO, słynnym (kultowym?) i kontrowersyjnym hinduskim guru, a konkretnie o jednym, niebywałym wręcz epizodzie z jego życia. Otóż w 1981 roku OSHO, zwany również Bhagwanem, przenosi się wraz ze swoimi licznymi wyznawcami z Indii do USA na wcześniej zakupione ranczo w Oregonie. Pech chce, że znajduje się ono na terenie miasteczka Antelope, liczącego zaledwie czterdziestu mieszkańców, głównie starszych i raczej konserwatywnych, bardzo w typie Johna Wayne’a. Tu Sannjasinowie (wyznawcy ruchu OSHO) budują własne miasto, śpiewają, radują się, uprawiają ziemię i wolną miłość (i robią też inne rzeczy, które szkoda zdradzać, aby nie psuć zabawy), co oczywiście bardzo nie podoba się lokalsom. Ba, ci są zniesmaczeni, oburzeni, zacięci, a całą hecę traktują jak zamach na własną wolność, niemal okupację. A jednak mają swoje racje. Konflikt pogłębia się ekspresowo i przesiąka kolejnymi absurdami, aż cała historia staje się tak niesłychana, że prawie surrealna. Poza tym trudno się od niej oderwać – pisanej jak najlepszy thriller, prowadzonej w dobrym tempie, inteligentnie podsycającej napięcie, bez dłużyzn i frazesów typowych dla „gadających głów”, za to z ogromną paletą emocji zmieniających się co rusz, z odcinka na odcinek. To, i wiele więcej. 

Twórcy „Bardzo dzikiego kraju”, eksplorując temat „OSHO w Ameryce”, dotykają imponującej liczby innych problemów, uniwersalnych, aktualnych zawsze i wszędzie. Są to m.in. konflikt młodych i starych, konserwatyzm a wolność ciała, przemijanie i odkupienie win, bezdomność, chciwość i władza, indywidualizm a współistnienie w grupie i podążanie z prądem. Ten pogłębiony sposób badania sprawy zbliża netflixową produkcję do znakomitego „O.J.: Made in America”, który poprzez opowieść o niesławnym futboliście, mówił przecież jakby o całym świecie. „Bardzo dziki kraj” przedstawia historię OSHO, ale tak naprawdę snuje (nie zawsze wesołą) opowieść o każdym z nas.

Bankowa gra, sezon 1

Niemiecki serial o bankowcach. Brzmi ciekawie? Ok, niezbyt. 

Z niemieckich wcześniej był „Dark” i poszło mu u nas koncertowo. Ze względu na swój wdzięczny temat szybko zainteresował polskich widzów, a nawet więcej – podbił ich serca. „Bankowa gra” (oryg. „Bad Banks”) nie ma tyle szczęścia – HBO udostępniło wszystkie odcinki już dwa miesiące temu, ale jak dotąd mało kogo to obeszło. Tymczasem ja na„Bankowej grze” bawiłam się świetnie. To zaledwie sześć odcinków, a można je wciągnąć niemal tak szybko, jak młodzi finansiści po stresującym dniu wciągają kokainę w nocnych klubach. Bez ryzyka przyśnięcia. 

Główną bohaterką jest Jana, młoda i cholernie ambitna asystentka bankiera inwestycyjnego (znana m.in. z „Frantza” Paula Beer), która wylatuje z pracy po tym, jak ośmieli się wykazać większymi niż on kompetencjami. Już wkrótce, na mocy układu z pewną wysoko postawioną kobietą, zostanie zatrudniona w innym, bardzo ważnym i bardzo wielkim banku, a tym samym (jak głoszą slogany reklamowe) wciągnięta w niebezpieczną grę. Już sam fakt, że w środowisku pełnym rekinów w garniturach mocną rolę odgrywają babki, świadczy o pewnej świeżości serii. W parze z nią idzie imponujące tempo, któremu nie szkodzi nawet incydentalne pogubienie się w intrydze – karuzela i tak kręci się dalej, a my z nią. Serial często zaskakuje, a co więcej – idzie w tym zaskakiwaniu na całość, nie bojąc się gatunkowej przesady, która z każdym odcinkiem ujawnia się coraz odważniej i zawsze przynosi frajdę. Bohaterowie też okazują się odpowiednio porąbani. Patrzy się na to wszystko dobrze i choć nie mówimy o najwyższej serialowej klasie, warto się skusić. Choćby po to, by wreszcie obejrzeć coś nietypowego, fajnego, coś poza obowiązkowym rozkładem jazdy.


Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *