Film

„Landline”, krótkie wspomnienie niedzieli w kapciach

Gdy wspominam siebie z lat 90., zazwyczaj wizualizuję dwa miejsca: szkołę i własny pokój. Ten drugi w moim dorastaniu (chyba nie będę oryginalna) miał szczególne znaczenie – odrapany, obklejony, opanowany przez bajzel, bety rozrzucone po podłodze, ukochany barłóg. Pamiętam dobrze te stresujące momenty, gdy do pokoju wchodziła mama – z ustami ściśniętymi w podkówkę, z drażniącą sumienie kupką czystego, złożonego prania. A ja cała w barłogu. Nie myślałam o tym wcześniej, ale po seansie „Landline”, drugiego filmu Gillian Robespierre, dotarło do mnie, jak bardzo sentyment do lat 90. wiąże się z domem rodzinnym.

Film ożywia „najntisy” nie tylko za pomocą obszernego bagażu rekwizytów retro – budki telefoniczne, składanki magnetofonowe, dyskietki, Windows 3.0, krótkie topy, kolczyki w brwi itd. – ale również poprzez pokazanie dynamiki rodzinnego życia. Dynamiki uniwersalnej, trochę wyobrażonej, a trochę znanej z własnego dzieciństwa przesianego przez sitcomy wyświetlane na Polsacie i w TVN (uwaga na marginesie – jedna z bohaterek „Landline”, młodsza siostra, bardzo przypomina Darlene, zbuntowaną nastolatkę z pamiętnej „Roseanne”). W tamtych czasach dzieciństwo i sitcomy zlewały się w jedno. Seriale oglądało się w dużym pokoju, czasem z rodzeństwem, nierzadko z rodzicami, te emitowane w niedziele do dziś przywołują u mnie zapach kotleta schabowego. Wszyscy mieliśmy ten sam repertuar.

„Landline” ma to coś, co w sitcomach i komediach z tamtej dekady lubiliśmy najbardziej – ciepło, poczucie bezpieczeństwa i zaufanie dla więzi. Rodzina czasem chwieje się w posadach, przechodzi własne trzęsienia ziemi i załamania, ale mimo to chata ciągle jest pełna, trzymamy się razem, akceptujemy i znamy jak łyse konie. Trafnie reżyserka umieszcza wiele znaczących scen zarówno w domowym barłogu, jak i w łazience, najbardziej poufnym miejscu w mieszkaniu. A do tego ten odświeżający brak mediów społecznościowych, świecących ekraników. To właśnie – obecność tu i teraz, nie w internecie – wymusza kontakt, rozmowę. Wygląda na to, że w latach 90. było się i żyło się bardziej.


Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *