Weekendowe szczucie cycem czas zacząć. Na początek podsuwam Wam kilka fajnych fotek. Spójrzcie:

Do tego komicznego (choć nie dla Sophii Loren) incydentu doszło wiosną 1957 roku. Impreza odbyła się w Hollywood na cześć słynnej włoskiej aktorki, która miała tu lśnić światłem bezkonkurencyjnie najjaśniejszym. I prawdopodobnie by tak było, gdyby nie brawurowe wejście Jayne Mansfield. Ta, z ogromnym i nachalnym dekoltem, bez kompleksów (bo jakich?), za to z impetem przywitała się z włoską pięknością, po czym zaświeciła biustem w stronę fotografów. Tym prostym i niewyszukanym sposobem skradła pełnoprawnej królowej przyjęcie. O samopoczuciu Loren tamtego wieczoru świadczą bezbłędne zdjęcia.

Anegdota ta dowodzi, że potęga pokaźnego biustu bywa wszechmocna. Ugną się przed nią nawet największe sławy, runą całe królestwa, na wierzch wypłyną za to nieposkromione kompleksy. Biust wśród mniej hojnie obdarzonych dziewcząt to temat tabu. O biustach głośno się nie mówi, za to pod osłoną nocy i w atmosferze tajemnicy inwestuje się w push-upy i kremy ujędrniające.

Kino lubi wielkie biusty. Co prawda pokaźny biust Pameli Anderson nie budzi już tak wielkich emocji jak kiedyś, ale cieszą za to oko naturalne krągłości. Wciąż za piękne i atrakcyjne uważane są wcale niemłode już aktorki: Monica Bellucci (49), Salma Hayek (47) i Sofia Vergara (41), na brak popularności nie może narzekać solidniekształna Christina Hendricks (38) i reprezentantka jurnej młodości – Scarlett Johansson (28). Trudno również nie zwrócić uwagi na biust Kat Dennings (27) czy mocno już zwietrzałej zawodowo, ale wciąż ponętnej Jennifer Love Hewitt (34). Wszystkie te panie (no może za wyjątkiem szczudłowatej Lewitt) to wspaniałe spadkobierczynie kobiecości typu Marilyn Monroe, której sylwetkę jakże często przywołuje się w internecie z dopiskiem „TO jest prawdziwa kobieta!”.

Co jednak z biustem małym, chłopięcym, niemalże niewidocznym? Naprawdę jest się czego wstydzić? I co ważne – czy można bez biustu zrobić karierę? Są dowody na to, że można. Dobitnym przykładem jest choćby bezbiustna i hiperszcupła, a jednak popularna Keira Knightley. O swojej klatce piersiowej gwiazda „Piratów z Karaibów” wypowiada się bez najmniejszych oporów. Ponoć brak imponującego rozmiaru ma swoje plusy – ułatwia bowiem grę w scenach rozbieranych. Jak mówi sama Keira: Moje piersi są tak małe, że ludzie nie są tak naprawdę nimi zainteresowani. Bez biustu przez długi czas na ekranie świetnie radziła sobie również Kate Hudson, królowa komedii romantycznych, córka przesympatycznej Goldie Hawn i wychowanka Kurta Russella. Mimo że na plakatach promujących jej filmy wyraźnie można dojrzeć pracę grafika, trudno też odmówić tej uśmiechniętej blondynce uroku. Plotka jednak głosi, że Hudson nie wytrzymała, złamała się, pękła i biust powiększyła. Przykłady chlubnego bezbiuścia można jednak mnożyć dalej – Sienna Miller, Milla Jovovich, Gwyneth Paltrow, Paris Hilton czy Claire Danes – tu pod dekoltami chowa się powietrze i próżno szukać skarbów. A jednak z seksapilem wszystko ok.

Co więc wygrywa w tym pojedynku? E czy A? Pełno czy pusto? Miękko czy twardo? Nie śmiem rozstrzygać. Wszak słynne łacińskie powiedzenie brzmi: de biustus non est disputandum.


3 Replies to “O biustach się nie dyskutuje

  1. muszę coś napisać bo aż wstyd że pod takim tematem brak komentarzy ;-D co po 10mca nieniejszym nadrabiam do listy dorzucam jeszcze blond atak czyli Brigite Bardot i Jane Fonde ;-) panna eva mendez to te bardziej a z tych mniej jesica alba liste można by wydłużać i nomen omen powiększać długo ;-D

    1. Ha! Jane Fonda to jedna z moich aktorek najulubieńszych :) Kiedyś muszę poświęcić jej kształtom osobny tekst.

      A lista, owszem. Może się ciągnąć i ciągnąć, a o biustach można rozprawiać i rozprawiać ;) Taka to przyjemna tematyka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *