Książka

Problem z biernością. O książce „Taniec zegara” Anne Tyler

Nie wstajesz z miejsca, tylko siedzisz jak ten kołek, wypatrując końca podróży. Robisz tak, a raczej nic nie robisz, bo nie chcesz przeciskać się przez zapchany przedział – potykać niezdarnie o obce nogi, mamrotać „przepraszam”. Nie lubisz zwracać na siebie uwagi, a jeszcze bardziej – naruszać czyjejś przestrzeni. Najchętniej więc chowasz się w cieniu.

Jeśli tak masz, choćby czasami, zrozumiesz bohaterkę najnowszej powieści Anne Tyler. Dla Willi poprosić pasażera siedzącego obok w samolocie, by wstał i ją przepuścił, to problem, rodzaj zakłopotania. Inni robią to instynktownie, ona woli poczekać na okazję – aż towarzysz podróży sam ruszy się z miejsca. Sposób podróżowania odzwierciedla jej charakter. Willa jest bierna i to bierność determinuje jej życie. Czyni je nie tylko przewidywalnym, ale też w jakiś sposób przypadkowym. Przypadkowy jest mąż, bo to pierwszy facet, który był nią zainteresowany. Przypadkowe jest życie kury domowej, rozpoczęte nieplanowaną ciążą, ale nieprzerwane nawet gdy dzieci dorosły. Willa jest nie tylko bierna, ale miła (dzieci mówią: "za miła"). Zgadza się na wszystko, nie ujawnia ze złością, nie potrafi odmawiać, o nic nie prosi, jeśli już to zaraz za to przeprasza. Nie reaguje nawet w momentach, w których ktoś inny zacząłby krzyczeć. Co wcale nie znaczy, że wszystko jej obojętne.

„Taniec zegara” to dwudziesta druga powieść cenionej amerykańskiej pisarki, laureatki nagrody Pulitzera za „Lekcje oddychania”, autorki, która wciąż wraca do tych samych tematów. Rodzina, wpływ wychowania i przypadku na dalsze życie, ucieczka i upływ czasu, Baltimore. Te z jej powieści, które czytałam, konsekwentnie skupiały się na tzw. „zwyczajnym życiu”, gdzie zwyczajność wcale nie oznacza nudy, ale głębiej – wiąże się zarówno z codziennymi rytuałami, jak i z agresją (np. sfrustrowanych rodziców), żałobą i opuszczeniem (przez męża, żonę, dorosłe dziecko), lękami, bałaganem, neurozą. W życiu zwyczajnych ludzi dzieją się czasem rzeczy nieprzewidziane i okrutne. W „Obiedzie w restauracji dla samotnych” syn bawiący się z ojcem łukiem ustrzeli przez przypadek matkę. W „Pożegnaniu dla początkujących” drzewo osunie się na dom, zabijając żonę bohatera siedzącą na tarasie. „Taniec zegara” też ma swoje zwroty – normalność zostaje zachwiana i odciska piętno.

Anne Tyler, Star Tribune
Willę poznajemy poprzez przełomowe momenty w jej życiu. W pierwszej części widzimy ją jako dziewczynkę, do której zaczyna docierać, że jej matka niekoniecznie jest dobrą matką, potem ambitną studentkę, następnie żonę narwanego męża. W drugiej części bohaterka jest już po sześćdziesiątce i przytrafia jej się coś dziwnego. Na skutek nieporozumienia dostaje telefon, że postrzelono jej synową, a wnuczka została bez opieki. Tylko że Willa nie ma ani synowej, ani wnuczki, a mimo to nie potrafi odmówić pomocy potrzebującym – podejmuje się opieki nad obcymi ludźmi. Jej życie jest w tamtym momencie jakby zaprzepaszczone. Małżeństwo z przyzwyczajenia z człowiekiem, którego trudno lubić, synowie, którzy – podobnie jak siostra – oddalili się od niej nie wiadomo kiedy, ona zaś trwająca w bezruchu, niespełniona, z pogrzebanymi marzeniami, do których nawet nie wraca, ubezwłasnowolniona biernością. Ale gdy wejdzie w codzienność nieswojej rodziny, coś zacznie się zmieniać, delikatnie drgać. 

Skąd w Willi ta bierność? Źródło zawsze najłatwiej znaleźć w dzieciństwie. Ojciec skrajnie łagodny (uważał, iż niegrzecznie podnosić słuchawkę w pół dzwonka telefonu), matka furiatka, która potrafi przyłożyć (często sobie wyobrażała, jak to matka mogłaby umrzeć jakąś bezbolesną śmiercią, a ojciec ożeniłby się z jakąś uroczą, spokojną kobietą). Willa obiecuje sobie (być może to nie obietnica, ale instynkt), że nigdy taka nie będzie. Staje się więc kobiecą wersją własnego ojca.

Starała się być ze wszystkich sił dobrą matką – co dla niej oznaczało być matką przewidywalną. Przysięgała sobie, że jej dzieci nigdy nie będą musiały zgadywać, w jakim nastroju jest mama; że nigdy nie będą musiały rano zaglądać do jej sypialni, by się przekonać, jak ułoży się ich własny dzień. Była jedyną znaną sobie kobietą, której głównym celem było, aby rodzina uważała ją za oczywistość.

Tyler podważa prymat rodziny nad innymi relacjami. Rodzina bywa opresyjna, dziecko z czasem staje się obcym człowiekiem, małżonkowie pochopnie złączeni papierkiem i obowiązkiem oddalają się od siebie, więź wyparowuje, istnieje już tylko w wymiarze symbolicznym. Silniejsze i cenniejsze, a przede wszystkim bardziej szczere, okazują się inne formy bycia razem i nawiązywania więzi. Tyler odwzorowuje dynamikę życia w małej społeczności jednej z dzielnic Baltimore. Komuś ucieka kot, ktoś inny go znajduje, spotykają się w drzwiach i rozmawiają. Jest letni wieczór i jest miło. Przyjemność przebywania ze sobą.   

„Taniec zegara” to historia budowana taktownie, subtelnościami i bez pośpiechu. Autorka oszczędza słowa, nie narzuca się. Czasem coś sugeruje, częściej jednak wierzy w empatię czytelnika, który samodzielnie spróbuje rozwikłać motywacje bohaterki – niepewnej, dryfującej, niewidzialnej. Być może ten czytelnik znajdzie w niej kawałek siebie. Ja znalazłam, tym mocniej poruszyło mnie zakończenie, ostatnia, ale jakby pierwsza strona. To powieść łagodnie emancypacyjna, której finał – prosty i mocny – ma zdolność wyzwalania.

Anne Tyler, Taniec Zegara, tłum. Kamila Slawinski, wyd. Poradnia K, Warszawa 2019. 

Egzemplarz dostałam od wydawnictwa. 

PS. Za tło dla okładki książki posłużył mi kadr z ekranizacji powieści Tyler, "Przypadkowego turysty" Lawrence'a Kasdana z Geeną Davis, Kathleen Turner, Williamem Hurtem oraz psiakiem Budem w roli psa Edwarda. Także w "Tańcu zegara" jednym z bohaterów jest pies, tym razem o imieniu Samolot. Oba pieski wydają się do siebie podobne.  

Pies Edward, kadr z "Przypadkowego turysty"

 

 


Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *