Film

Revenge. Krótko o filmie.

„Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne tam, gdzie chcą” – głosi sympatyczne powiedzonko, które tak naprawdę niewiele ma wspólnego z prawdą. „Tam, gdzie chcą” w opresyjnej rzeczywistości, jaką znamy, oznacza często prowadzące do krzywdy balansowanie na krawędzi, kwitowanej zwykle nachalnym i nieznośnym „sama się prosiła”. Francuska reżyserka i scenarzystka Coralie Fargeat w błyskotliwym debiucie pt. „Revenge” prezentuje kobiecą wersję kina gwałtu i zemsty, jednocześnie wbijając kij w mrowisko. Jej bohaterka, słodka, różowa Jen, sama się przecież prosi. Nie jest odpowiedzialna, nie jest grzeczna – flirtuje, obnosi się ze swoim ciałem i seksapilem. I co z tego? Fargeat nie zamierza jej osądzać, jej optyka jest dokładnie przeciwna. Jeśli ktoś zostanie tu osądzony to, prócz mężczyzny jako drapieżnika, będzie to widz, który ulega prowokacji kamery wodzącej za zgrabnymi pośladkami dziewczyny w skąpych majtkach. Widz, który pomyśli „ona się doigra”. A przecież to nie grzech, być piękną, młodą, lubić siebie i szukać aprobaty w oczach mężczyzn. Mimo to występek zostanie ukarany. Jen najpierw zostanie potraktowana protekcjonalnie, jak przedmiot, potem zgwałcona, poniżona, na koniec zdradzona. Ale zmartwychwstanie.

Jestem zachwycona tym filmem, który w prostym schemacie zmieścił tak wiele i sprytnie wywrócił ograne klisze. Fargeat ucieka kamerą z miejsca zbrodni, uchwycenie seksualnej przemocy nie jest jej do niczego potrzebne. Za to doskonale porusza się po grząskim gruncie sprzed jej dokonania, wyłapuje niuanse, które do niej doprowadziły, wskazuje winnych, wśród nich – męską dumę, potrzebę dominacji, pokaz siły, lekceważący styl bycia. A to dopiero początek. Była zbrodnia, będzie zemsta. Ofiara niemal w mityczny sposób przemienia się w amazonkę. To z kolei, prócz okazji do kontynuowania przenikliwej obserwacji, jest popisem kreatywności, a nawet fantazji twórczyni, która pozwala sobie na formalne szaleństwo, bliskie zarówno nowej francuskiej ekstremie, jak i epoce ejtisów. Fargeat jest brutalna, ale nie unika humoru, świetnie się bawi filmową materią, czuje ją i nie marnuje przy tym ani minuty – choć krew leje się strumieniami, każdy kolejny akt przemocy nie jest dla niej celem samym w sobie, ale sposobem, by dopowiedzieć coś więcej o swoich bohaterach, o świecie, o kinie eksploatacji.

Będę czekać na kolejne filmy tej pani, już jestem fanką.


Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *