Film, Sexy 80's

Sexy 80’s: Jeśli seks to tylko z kosmitą

Rozbuchana fantastyka kina lat osiemdziesiątych konsekwentnie kierowała się ku niezobowiązującej, radosnej rozrywce. Wyobraźnią widzów rządziła wówczas epicka żonglerka znanymi konwencjami i gatunkami oraz niestworzone historie kręcone w przygodowej konwencji. Rozkoszny flirt z kiczem ustawiał masowe kino coraz dalej od filozoficznych rozważań, analiz społecznych czy dojmujących i poważnych wizji przyszłości. Na pierwszy plan zaczęła się wysuwać widowiskowość oraz kreacja nowych światów. Zaskoczyć widza, pokazać mu coś nowego – to jeden z głównych celów ówczesnego kina rozrywkowego.  

Nieskrępowany miszmasz konwencji pozwolił fantastyce zataczać coraz szersze kręgi. Na modłę kina z postmodernistycznym zacięciem, bez kompleksów i coraz odważniej, poczynała ona sobie również w innych gatunkach, także w komedii. W myśl nowej zasady, że kosmici potrafią być przyjaźni i mieć dobre intencje (tak jak choćby w „E.T.”), nieraz okazywali się oni również doskonałymi partnerami do intymnych igraszek.

Jak kochają się kosmici?

Kim Basinger – aktorka znana między innymi z gorącej roli w „9 ½ tygodnia” czy sympatycznych rólek dam w opałach („Nadine”, „Randka w ciemno”) – występem w komedii Richarda Benjamina pt. „Moja macocha jest kosmitką” dołożyła kolejną cegiełkę do swojego spójnego wizerunku. Jej bohaterka przybywa na Ziemię z pewną misją (i brzydkim gadającym okiem w torebce), a przy okazji wpada w ramiona ciamajdowatego Dana Aykroyda, gdzie między innymi uczy się ziemskich rozkoszy. Niezapomniana scena, w której wkracza w furgoczącej koszulce nocnej niczym posągowa playmate do sypialni swojego ziemskiego męża, należy przecież już do kultowych.

W „Mojej macosze” ziemski mężczyzna demonstruje kosmitce, na czym polega seks. Na odwrót jest w „Kokonie” Rona Howarda, w którym to przybyszka z innej planety zapoznaje swojego przyjaciela z kosmicznymi rozkoszami. Do osobliwego stosunku dochodzi w basenie. Antareańczycy, których przedstawicielką jest śliczna Kitty (w tej roli Tahnee Welch, córka boskiej Raquel Welch) nie dotykają się podczas zbliżenia. Zamiast tego wysyłają w stronę partnera coś na kształt kuli energii, która eksploduje w jego wnętrzu, przynosząc fantastyczne doznania. „Jeśli to była tylko gra wstępna, to już po mnie” – mówi zachwycony Jack Bonner po całym zajściu.

Seks zasmakował nie tylko pięknym kosmitkom, ale i jurnym kosmitom, którzy nie bez przyjemności spółkowali na ekranie z ziemskimi kobietami. Pamiętacie trzech kolorowych włochaczy z filmu „Ziemskie kobiety są łatwe”? To oni rozbili się cukierkowym statkiem kosmicznym w basenie Geeny Davis. Pod nadmiernym owłosieniem okazali się być zdrowymi fizycznie mężczyznami, z których to Jeff Goldblum, najatrakcyjniejszy (przynajmniej umysłowo) z całej ferajny, bardzo chciał się dowiedzieć, jak to jest uprawiać seks z Geeną Davis. No i się dowiedział. Co ciekawe para już wcześniej spotkała się na ekranie przy okazji głośnej „Muchy” Cronenberga – trudno jednak poza głównymi aktorami, fantastycznymi elementami i przemianą odnotować inne podobieństwa między tymi dwoma filmami.

Jak to się robi z ziemską kobietą, dowiedział się również tytułowy bohater „Gwiezdnego przybysza”. Johna Carpentera. Ten odwiedził naszą planetę w odpowiedzi na informację wysłaną przez nas w kosmos – ludzkość nie była jednak przygotowana na taką wizytę, reagując na nią niedowierzaniem i strachem. Człowiek z gwiazd próbuje więc wrócić do domu, w czym pomaga mu osamotniona wdowa, Jenny Hayden. Wkrótce między tą dwójką nawiąże się romans. Filmowi towarzyszy melancholijna, niespieszna atmosfera (wsparta spokojną, „kołyszącą” muzyką Jacka Nitzschego) i melodramatyczny klimat, którego kulminacją jest arcyromantyczna scena seksu w pędzącym poprzez noc, burzę i deszcz wagonie towarowego pociągu. W rolę ciepłego i zdezorientowanego gwiezdnego przybysza wcielił się Jeff Bridges.

I nie tylko kosmici…

Bohaterowie kina lat osiemdziesiątych doznawali miłosnych uniesień nie tylko z mieszkańcami innych planet, ale także innymi, niespotykanymi istotami. Wspomniany Ron Howard, zanim nakręcił swój przełomowy „Kokon”, bawił się już w baśniowe klimaty, przenosząc rok wcześniej na ekran sympatyczną historię miłości człowieka i syreny („Plusk”, 1984). Seks z ożywionym manekinem sklepowym miał okazję uprawiać popularny gwiazdor ówczesnych filmów dla młodzieży, Andrew McCarthy. W rolę tę wyjątkowo żywotnej kukły wcieliła się trzydziestoletnia wówczas Kim Cattrall, dzisiaj kojarzona głównie jako na wskroś seksualna Samatha z „Seksu w wielkim mieście”.

Tych cudowności w komediowym kinie było jeszcze więcej. W zabawnym filmie Johna Hughesa pt. „Dziewczyna z komputera” dwójka pryszczatych licealistów powołuje do życia lalkę, mającą stanowić prawdziwy ideał ideałów. Z eksperymentu powstaje seksowna Lisa, zagrana przez ponętną Kelly LeBrock, prywatnie żonę Stevena Seagala (!). Aktorka ta już wcześniej wcielała się uosobienie męskich marzeń. To ona przecież zagrała słynną „Kobietę w czerwieni”, dla której całkowicie stracił głowę rozhisteryzowany Gene Wilder.

W osobliwy sposób traktuje tematykę seksu i związków damsko-męskich również postnuklearny film „Cherry model 2000”. Jego fabuła opiera się z kolei na podróży głównego bohatera przez niebezpieczne pustkowia w celu odnalezienia ulubionego modelu miłosnego androida (poprzedni model mu się popsuł). Po drodze przekonuje się, że kobieta z krwi i kości jest fajniejsza od bezdusznego robota. 


Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *