Film, Sexy 80's

Sexy 80’s: Samotność amerykańskiego żigolaka

Julian Kaye zna się na swoim zawodzie. To perfekcjonista i wirtuoz. Bezbłędnie potrafi dawać rozkosz, zachowując przy tym bezczelny dystans i zasady. Julian Kaye jest luksusową męską prostytutką i nie wstydzi się tego. Wręcz przeciwnie. To zuchwały facet, który swoje zajęcie podnosi do rangi znacznie wyższej niż zwykło się mu przypisywać. Niewypieszczonym i nadzianym paniom prócz orgazmów daje coś więcej – pewność siebie i upragnione uczucie bliskości.

„Amerykański żigolak” Paula Schradera na ekrany trafił w lutym 1980 roku, inaugurując jednocześnie moją ulubioną epokę w kinie (no dobra… jedną z ulubionych). Odnaleźć w nim można sporo elementów, które wielokrotnie będą się przewijać w filmach z tamtego okresu. To historia stylowa, wyrazista i pełna klimatu, gdzie romans przeplata się kryminałem, a dramat z thrillerem. Mocne kolory są zapowiedzią mroku, a żądza, choć elektryzująca, bywa bardzo niebezpieczna.

Żigolak sprzedaje ciało, nie zdając sobie sprawy, że wraz z nim w pakiecie oddaje również duszę. „Mnie nie można mieć na własność” – mówi, budując odpowiedni dystans i dyktując warunki. Wydaje się panem sytuacji, a praca przynosi mu satysfakcję. Nie jest przecież pospolitą dziwką, rzemieślniczym rypałą jakich wiele. To niemalże seksualny terapeuta, artysta. Zawód, który wybrał, skutecznie izoluje go jednak od ludzi, nie pozwala na głębsze relacje i normalne życie. Codzienność Juliana Kaya, mimo że pełna drogich rekwizytów, ekskluzywna i wygodna, jest jednocześnie pusta jak bęben. Julian przekona się o tym, gdy trafi w wir nieprzyjaznych okoliczności. Morderstwo w Palm Springs zmieni wszystko. Z wyżyn zepchnie go na dno, odwróci pełne pożądania spojrzenia, pozostawi samemu sobie na pastwę losu.

Kapitałem Juliana jest wypielęgnowane ciało i garnitury od Armaniego. Joe Back, bohater „Nocnego kowboja” (1969) Johna Shlesingera nie ma drogich ubrań, za to kowbojski, pstrokaty kostium kupiony w teksańskim sklepie z gadżetami. Były pomywacz, silny, piękny i bardzo głupi, marzy o dokładnie takiej karierze, jaką w filmie Schradera zrobił dziesięć lat później Julian. W tym celu przyjeżdża do Nowego Jorku i z ogromną pewnością siebie rusza na podbój. Jego nonszalancka brawura szybko się kończy przez brak chętnych klientek wyposażonych w grube portfele. Fundusze Backa topnieją w ekspresowym tempie, a on sam, z poczuciem niesprawiedliwości i bezradności, ląduje na ulicy. Tak jak Julian zostaje sam jak palec.

„Amerykański żigolak” to fragment rozpasanych czasów u ich kulminacji, gdzie seks i pieniądze już zupełnie jawnie stanowią motywację do działania. Cofając się w czasie, natrafimy z kolei na „Nocnego kowboja”, którego można by określić jako jedno ze świadectw początku tej ery obscenicznej rozwiązłości. To tutaj u progu lat siedemdziesiątych skończył się czas bohaterskich życiorysów i epickich historii – kowboj zostawił ranczo i zamienił się w dziwkę (przy okazji warto wspomnieć, że „Nocny kowboj” jest pierwszą produkcją sklasyfikowaną w kategorii X, która zdobyła Oscara za najlepszy film).

Sen Bucka się nie spełnił. Sen Juliana okazał ułudą. Na pierwszy rzut oka bohaterowie obu filmów są zupełnie inni (prostactwo zestawione z elitarnością), jednak ze względu na swoją chełpliwość, osobliwe aspiracje oraz dojmującą samotność, w gruncie rzeczy okazują się podobni. Obaj pożarci przez brudną rzeczywistość, zaplątani w tryby ciemnej machiny i prawie spuszczeni do ścieku. Seks, ciało na sprzedaż to ryzykowane narzędzia, które nie sprzyjają stabilizacji. To sposób na życie, który nie pozwala żyć tak naprawdę. Rozwiązania tej śmierdzącej sytuacji należy szukać wśród banałów – jedynym ratunkiem od stryczka okazuje się bowiem drugi człowiek, kontakt z otoczeniem, prawdziwa relacja. Czy to z zakochaną kobietą czy cherlawym, niedomytym wyrzutkiem.


1 komentarz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *