Film, Sexy 80's

Sexy 80’s: To cholerne Rio! (erotyczna przygoda Michaela Caine’a)

„To cholerne Rio!” jest jednym z tych filmów, na którym rodzice przedstawicieli mojego pokolenia, zasłaniali im oczy. Ot, jedna z tych amerykańskich sekskomedii z lat osiemdziesiątych, w których uśmiechnięte dziewczęta ochoczo odkrywają swoje ciała, a liczne sceny z podskakującymi piersiami w roli głównej przyprawiają o zawrót głowy. Mimo niewyszukanej fabuły i wielu żartów nie zawsze dobrej jakości, komedia Stanleya Donena (tego od „Deszczowej piosenki”) z kilku powodów może wydać się interesująca.

Pierwszy powód to oczywiście osobliwa rola oscarowego Michaela Caine’a, który tym razem wcielił się w postać wątpliwego moralnie i śliskiego pana w średnim wieku, wdającego się w romans w jurną, tryskającą zdrowiem, energią nastoletnią córką swojego przyjaciela. Powód drugi to Demi Moore nieśmiało stawiającej pierwsze kroki w Hollywood. Tu jednak aktoreczka, która za parę lat zasłynie z przyjmowania niemoralnych propozycji, tym razem wcieli się w uosobienie nieskalanej moralności. W przeciwieństwie do jej filmowej koleżanki, odegranej przez energetyczną Michelle Johnson, która być może dla niektórych fanów nieokiełznanej kobiecości okaże się tym trzecim atutem filmu (mimo nominacji do Złotej Maliny).

Współczesnemu widzowi relacja, wokół której została zbudowana fabuła „To cholerno Rio!”, może wydać się zadziwiająca, a nawet trochę straszna. Bohater grany przez Michaela Caine’a, borykający się z małżeńskimi problemami Matthew Hollis, wcale nie wygląda na amanta. To starzejący się, o średniej atrakcyjności facecik z czymś w rodzaju pudla na głowie. To on jednak staje się seksualnym celem uroczej, młodej i naiwnej Jennifer. Nie trzeba długo czekać, żeby uległ pokusie. Osobliwa para szybko odda się namiętnemu stosunkowi na plaży, któremu daleko przecież do filmowego romantyzmu. Trudno już wyobrazić sobie we współczesnej komedii podobny, bardzo niepoprawny układ między bohaterami, przynajmniej jako główny składnik fabuły. A jednak w latach osiemdziesiątych takie rzeczy były możliwe. Wtedy przecież kategorię R „nosiło się” z dumą, bez obaw, że widzowie nie przyjdą do kina w wystarczającej ilości. Starszy mężczyzna uwodzony przez nastolatkę był normą, za to w sferze tabu i cienia marnowały się wywrotowe układy starszych pań uwodzących młodych chłopców. Niestety do dziś się marnują, prócz nielicznych wyjątków. 

Na osobny akapit zasługuje Michelle Johnson i jej seksapil. Dziewczyna oślepia widza swoją zmysłowością w niemal każdej scenie. Już w początkowych sekwencjach filmu, częstuje nas widokiem swojego biustu w pełnej krasie (Demi Moore również rozebrała się do tej sceny, ale to, co "nie wypada", zasłoniła długimi włosami), by potem – nawet w kompletnym ubraniu – przyciągać wzrok jak magnes. Johnson być może nie popisuje się szczególnym aktorstwem, ale umiejętnością naturalnego obnoszenia się ze swoją seksualnością – już na pewno. Moment, w którym przyrządza jajecznicę w dość skąpym ubraniu i ze sterczącym biustem to wręcz esencja uwarzona z atmosfery amerykańskich sekskomedii z lat osiemdziesiątych. I oldschoolowych produkcji Playboya.

 

 


1 komentarz

  1. Olga

    O Cainie nawet nie będę pisać, bo to geniusz aktorski :D Uwielbiam Demi Moore – dżizas, jaka ona jest ładna :) Na okrągło mogłabym oglądać G.I. Jane, bo nikt tak jak ona nie motywuje do poprawy fizycznej kondycji ;)

    O! Napisz coś, napisz o „Hannah i jej siostry”! Odchodząc od tematu – tęsknię za takim klasycznym Allenem z dawnych lat. Własnie „Hannah…”, „Zbrodnie i wykroczenia”, „Inna kobieta”… To była godność :)

    Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *