A jednak rozczarowanie.

Znacie to uczucie, gdy po jakiejś wyjątkowo udanej imprezie wkrótce próbujecie powtórzyć jej sukces? I mimo usilnych starań wam nie wychodzi? Niby wszystko gra – jest zgrana paczka, fajna miejscówka, dobra muza, smaczne żarcie i alkohol, a jednak czegoś w tym wszystkim brakuje. I wtedy przychodzi gorzka refleksja – nie sposób odtworzyć tego, co już minęło, a każda próba wskrzeszania dobrych wspomnień kończy się uczuciem niedosytu.

Nie zrozumcie mnie źle. "Stranger Things" to całkiem fajny, ciekawy serial – ma dobry rytm, pomysły, klimat, czerpie z właściwych wzorców, nie przynudza i nie męczy. A jednak coś w nim zgrzyta. Złożony z elementów wyjętych żywcem z kina lat 80., jest nie tyle zbiorem cytatów z dawnych mistrzów (na czele ze Spielbergiem), co próbą odtworzenia ich roboty w skali 1:1. I chyba w tym tkwi główny problem. Bo żeby kraść z takim rozmachem, trzeba mieć lekką rękę. A twórcy "Stranger Things" niestety rękę mają przyciężką. I choć mierzą wysoko – próbują wszak zbudować wehikuł czasu lub choćby pomost między przeszłością a teraźniejszością – wychodzi im ledwie imitacja tejże przeszłości. 

Dowody?

Serial nie do końca sprawdza się już na etapie samego castingu, gdzie próżno szukać nowego Eliota czy Gertie. Bohaterowie są na pierwszy rzut oka mili, choć w większości nie tak wyraziści, jak się od nich oczekuje lub chciałoby się w to uwierzyć (na plus sepleniący Gaten Matarazzo czy komendant Jim Hopper, na duży minus całe pokolenie nastolatków). Są ledwie figurami. Budzą też ambiwalentne uczucia. Pojawiają się między nimi np. niezdrowe, brzydko "dorosłe" emocje – zwłaszcza toksyczny, budzący niesmak gniew (reprezentowany przez Lukasa, który jest prowodyrem kłótni lub głównego bohatera, Mike'a, który aż dwa razy "zdradza" Eleven, odrzuca ją. Czy wyobrażacie sobie, żeby Eliot odrzucił swojego E.T?). Te "pęknięcia" dowodzą, że twórców, owszem, może kręci "ejtisowa" forma, ale mają problem z oddaniem jej ducha, zaglądaniem w głąb, pod "efekty". "Stranger Things" zaprawiony jest współczesnym cynizmem, który w zestawieniu dziećmi jest co najmniej kwaśny, niewygodny. 

Czytaj też:   Krzycząca Panna Młoda. O "Zabawie w pochowanego"

Inną sprawą jest to, co dla nich napisano – poprawnie, owszem. Czyli nudno. I tak, brakuje w "Stranger Things" zręczności i erudycji jak na serial ulepiony z cytaów i zgrabnego humoru jak na Kino Nowej Przygody. Sfera dialogowa bez polotu przepływa przez kolejne wydarzenia, wspierana świetną muzyką wydaje się bardziej błyskotliwa niż jest w rzeczywistości. Brakło ryzyka, które pozwoliłoby zapiać w podziwie, podłapać energię, całkiem się rozemocjonować. Brakuje też chemii między postaciami, co dokucza zwłaszcza w kluczowych momentach – gdy ktoś kogoś próbuje pocałować, a ktoś inny uratować komuś życie. Momentami serial przypomina chłodną kalkulację, pośpieszną próbę rozstawienia pionków, w której mimo pomysłu i dobrych intencji, gubi się serce i liryzm. Prawdziwa nostalgia. 

Trudno nie polubić zabawek, którymi dysponują twórcy "Stranger Things". Jednak już sama nimi zabawa – ani nie dostarcza pełnej satysfakcji, ani nie spełnia obietnicy. Jest przyjemnie, ale bez szału, jak u kolegi z zamożnej rodziny, który owszem, miał jako pierwszy na osiedlu Amigę, tyle że brakowało mu czegoś innego – może charyzmy, może podobnego do nas poczucia humoru.

PS. Powyższy tekst przekleiłam ze swojego fanpage'a. Został wówczas totalnie zlekceważony, co – jak się domyślam – świadczy o tym, że mało kto się ze mną w tym temacie zgadza. Dlatego apel: jeśli czytasz ten tekst, a "Stranger Things" nie skradło Ci serca, pomachaj łapką w komentarzach. Będzie nam raźniej w tym "strangethingsowym" dyktacie  ;)  

PS.2. Na "Stranger Things" marudziłam również na zaprzyjaźnionym portalu kinomisja.pl w tzw. "Wielogłosie"

PS.3. Dopisek po latach. Wydaje mi się, że średnio udany sezon drugii serii, który rozczarował nawet wielu fanów sezonu pierwszego, niejako dowodzi tez, które postawiłam w powyższej lakonicznej notce.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *