Inne

Telewizor to już przeżytek?

Już jakiś czas temu zauważyłam społeczną tendencję do deklaracji antytelewizorowych. Rzecz występuje szczególnie wśród młodych i niepokornych. No bo telewizja nie tylko "robi wodę z mózgu", ale i nie proponuje nic ciekawego, reklamy są upierdliwe, wszelkie „szoły” idiotyczne, a wszystko dzisiaj, człowieku, znajdziesz przecież w Internecie.

W taki oto sposób telewizja przestała być modna. Mam jednak przeczucie, że w wielu przypadkach (zaznaczam pokornie – nie wszystkich!) deklaracje antytelewizorowe służą jako część składowa grubszego działania wizerunkowego. Generalnie chodzi o pokazanie nieszablonowej duszy buntownika, swojej oryginalności, niesfornej, ale windującej ponad tłumy fajności deklarującego. No bo fajnie jest być fajnym, a jednocześnie innym od szarego tłumu.

Oglądam telewizję, więc jestem "wieśniarą"

Wygląda więc na to, że ja należę do szarej masy tych głupszych i mniej oryginalnych. Telewizję oglądać lubię i bardzo staromodnie uważam, że w setce dostępnych dla mnie programów, jestem w stanie znaleźć coś więcej niż wątpliwej jakości intelektualnej show. To przecież kwestia wyboru. Rozumne zaakceptowanie telewizora warunkuje dwie umiejętności – umiejętność przełączania programów na te odpowiednie i umiejętność doboru oczekiwań. Jeśli ktoś ma słabość do kanałów filmowych, wie, o czym piszę. A sport? Czy w telewizji prezentuje się gorzej niż na monitorze? No nie sądzę, a ile łatwiej znaleźć transmisję. Telewizor nikogo nie zmusza do oglądania "Tańca z gwiazdami", programu, który wciąż pada jako kluczowy argument w dyskusji przeciwko TV. 

Telewizja jak starszy człowiek

Dzisiaj w nocy na Polsacie leci dobry film – „Bez złych intencji” (1981) z Paulem Newmanem i Sally Field. Wieczorem natomiast na TVN7 można było przypomnieć sobie „W samo południe” – magia klasyka nie słabnie. Jutro wśród propozycji ogłupiającej telewizji jest  natomiast Haneke i „Żar ciała” z Mickeyem Rourke. Owszem, może i każdą z tych filmowych propozycji mogłabym obejrzeć na komputerze. Owszem, "W samo południe" już dawno temu trzeba było sobie kupić na DVD. Ale czy to nie miło, kiedy ktoś tak po prostu podsuwa mi coś fajnego?

Kultura to ogromny labirynt, po którym staram się poruszać w miarę rozsądnie. Szukam w Internecie, czytam ludzi, robię listy, ale wciąż to całkiem przyjemne uczucie, że telewizja od czasu do czasu, w leniwą niedzielę, w zaskakujący sposób potrafi mi podpowiedzieć, wskazać na coś, obdarować mnie jakąś niespodzianką. 

Nie forsuję poglądu, że telewizję trzeba lubić albo chociaż tolerować, bo to przecież głupie. Jedyne, co mnie nie przekonuje, to manifestacje i nietrafione argumenty ("w telewizji nic nie ma"). Rozsądek podpowiada – ten kto jej nie lubi, niech ją ignoruje. Po prostu.

W internecie, owszem, jest za to wszystko, dlatego statystycznie częściej można tu wdepnąć w gówno, niż przeglądając telewizyjne programy. 


Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *