Widmo katastrofy ekologicznej podważyło prestiż społeczeństwa technokratycznego, opartego na logice dominacji, militaryzacji, ekspansji i konsumpcji. Wśród winowajców aktualnych niepokojów wskazano patriarchat. Dziś kino coraz chętniej podkreśla jego (auto)destrukcyjność, a od męskości domaga się rekompensaty. Kobiety tymczasem upominają się o swoje – niesione duchem emancypacji wchodzą w niepewną przyszłość z impetem. Towarzyszy im natura.

Na analogię między płcią a wyniszczeniem środowiska naturalnego ekofeminizm wskazuje już od lat 70. XX wieku, największy rozkwit osiągając w latach 90. (zwłaszcza na uczelniach australijskich, amerykańskich i angielskich).

To ekofeministki jako pierwsze dowodziły, że szowinizm płciowy i rasowy oraz logika dominacji nad przyrodą, zwierzętami i zasobami naturalnymi mają to samo źródło: patriarchat. U jego podstaw wyrósł i umocnił się bowiem charakterystyczny dla filozofii Zachodu i nacechowany wartościująco dualizm natura–kultura, na który nałożyły się kolejne binarne opozycje.

To „naturze przypisuje się płeć kobiecą, podczas gdy kultura, cywilizacja i technologia są kojarzone z męskością” (Fiedorczuk 2015, s. 36). W tym rozumieniu kobieta jest przede wszystkim ciałem, emocjami i prokreacją. Mężczyźni to racjonalność, opanowanie i intelekt. Jak kobiece ciało dyscyplinowane jest pod dyktando kulturowego wzorca narzuconego przez męskie spojrzenie, tak i przyroda formatowana jest do ram bezpiecznego raju, który ma służyć cywilizacji. Nierzadko natura jest również feminizowana – odpoczywamy na jej „łonie”, ona sama bywa „dziewicza”, „rodzi” plony, jest „matką”. Na myśl przychodzi bohaterka Mother! (2017) Darrena Aronofsky’ego jako dosłowna metafora natury karmiącej wyobraźnię artysty, a także Ona, „zrośnięta” z ziemią bogini z Apostoła (2018) Garetha Evansa.

Co charakterystyczne, „naturalne” i „kobiece” znajduje się niżej w hierarchii. Nowoczesna ekologia sprzeciwia się takiemu pozycjonowaniu, ale nie postuluje prostej inwersji, lecz układ oparty na partnerstwie. 

Całość artkułu do przeczytania na stronie czasopisma lub w numerze Ekrany 2(54)/2020.

Czytaj też:   Tenet i tępe ostrze krytycznej ironii


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *