Damy w ostrogach: Johnny Guitar

„Johnny Guitar” to western nietypowy i przewortny, o którym warto opowiedzieć, pochylając się nad kwestią kobiecości na Dzikim Zachodzie. To pstryczek wymierzony w nos wszystkich, którzy zwykli uważać, że western to gatunek antykobiecy. To także jeden z bardziej lubianych przeze mnie westernów i to nie dlatego, że główną jego bohaterką jest kobieta. „Johnny Guitar” to film, który ujmuje literackością, silnym, trzymającym w napięciu dramatyzmem. Momentami bardziej przywodzi na myśl pisanie Tennessee Williamsa niż westernową opowieść. Jest też romantyczny w przyjemnie elegancki sposób.

johnny guitar 4
W główną bohaterkę o imieniu Vienna wcieliła się tu posągowa, wyprostowana niczym struna Joan Crawford. To postać osobliwa jak na westernowe standardy – zarówno poprzez swoją profesję (właścicielka saloonu), jak i wygląd. Vienna łączy kobiecość z męskością, raz w spodniach, koszuli i z dłonią na rewolwerze, w geście, mowie i zachowaniu rysuje się jako żeński odpowiednik tętniącego testosteronem westernowego bohatera. Innym razem, wlepiając oczy w byłego kochanka, w scenach w zjawiskowej koszuli nocnej lub białej, roztoczystej sukni, jej kobiecość wysuwa się na plan pierwszy. Cały film zresztą za pomocą zgrabnej, jakby ukradzionej z genderowego podręcznika metaforyki w wielu miejscach mówi o „męskości” i „kobiecości”, nie czyniąc jednak w tej kwestii sztywnych podziałów. Za kolejny dowód niech posłuży fakt, że kochanek Vienny w początkowych sekwencjach filmu zamiast broni nosi… gitarę.

johnny guitar 2

Interesująco wypada również druga kobieca bohaterka – pełna pogardy i oślepiającej nienawiści Emma. Kipiącą złość kieruje w stronę, a jakże, swojej głównej rywalki, Vienny. Gotowa na wszystko i zdeterminowana, buntuje przeciwko niej miejscową społeczność, ponoć chcąc dokonać zemsty za śmierć swojego brata. Powody do goryczy ma jednak bardziej skomplikowane – chodzi o wartościową ziemię, przy której wkrótce ma się wybudować kolej, a prócz tego o zwyczajną, choć podciągniętą to rozmiarów obsesji zazdrość. Vienna ma szacunek i uwielbienie mężczyzn, w tym słabość niepokornego Dancin’Kida. Emma nie posiada za to nic – przynajmniej w wymiarze emocjonalnym. Jest samotną, zgorzkniałą starą panną z niepowodzeniami w temacie damsko-męskim. Między dwójką bohaterek kipi niejednoznaczne napięcie, które doprowadzi do dramatycznego finału – to dopiero niezwykła sytuacja, gdy westernie z lat 50-tych w kluczowym momencie stają naprzeciw siebie dwie kobiety.

„Johnny Guitar” nie jest filmem efektownym. Siła tej historii tkwi w relacjach między bohaterami, także we wzajemnym uczuciu Vienny i Johnny’ego. Namiętne, błyskotliwe dialogi ukoją ucho każdego literackiego wrażliwca, który napięcia w filmach wypatruje właśnie między słowami, nie wystrzałami. Ten sam wrażliwiec będzie pod wrażeniem sceny, trochę dziwnej, jakby wyjętej z chorego snu, w której Joan Crawford daje koncert na fortepianie właśnie wtedy, gdy „czarna banda” jej przeciwników przychodzi ją osaczyć. Film zresztą kilka razy zaskakuje brawurowymi pomysłami. Jest przy tym spójny i starannie skonstruowany. Jestem przekonana, że ma szansę spodobać się kinofilkom ze skłonnością do starego kina. „Johnny Guitar” to dowód, że western chadza różnymi, często nieoczywistymi ścieżkami.

johnny guitar 3


About the author

superchrupka

View all posts

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *