Duety

Rutger Hauer staje na wysokości zadania (Obroża, Podróż)

O tym, że umarł, dowiedziałam się, pakując walizkę na Nowe Horyzonty. I zrobiło mi się smutno. Następnego dnia, już w pociągu, wracały do mnie obrazy z moich ulubionych jego filmów, Verhoeven. Tablica na FB pęczniała od żalu za holenderskim aktorem, którego, jak się okazało, lubią chyba wszyscy. Publikowanie w social mediach hołdów dla zmarłych zazwyczaj bardziej mnie irytuje, niż wzrusza – wietrzę w tym jakiś fałsz, okazję do zerbania kliknięć i wzbudzenie większego niż dotychczas poruszenia, do snucia górnolotnych refleksji, których temat niebezpiecznie ześlizguje się z tego, kto odszedł, na tego, kto pisze. Ale w tym przypadku poruszenie wydawało się bardziej szczere.

Hauer był bohaterem naszej zbiorowej młodości. 

Poniższe notki napisałam przy okazji zbiorowego tekstu na portalu Kinomisja (klik: Na celowniku: Rutger Hauer), gdzie prócz tytułów dobrze znanych i cenionych*, znalazło się też miejsce dla sympatycznej drobnicy. Wybrałam dwa tytuły z lat 90. – w żaden sposób kluczowe w filmografii aktora, ale ładnie dopłeniające obraz jego aktorskiego emploi, barwnego, pełnego humoru i dystansu, nigdy przez to mniej doniosłego. 

1991 – Obroża (reż. Lewis Teague)

Rutger Hauer jako utalentowany poczciwy elektronik w okrągłych okularach, który trafia do więzienia za kradzież diamentów. Jak na swoją profesję – nieco za duży, nieforemny i całkiem w tym zabawny. W przeciwieństwie do parszywych współwięźniów ma swój honor i szlachetność, ale cierpi na złamane serce i chroniczny brak zaufania do kobiet (jego dziewczyna, wspólniczka w napadzie, uciekła razem z jego przyjacielem). I tu dochodzimy do sedna – sprawy sercowe to zaskakująco ważny element w tym małym sensacyjniaku; choć pełnym akcji, cynicznych zbirów, uciekania i strzałów, to jednak opartym na starym jak świat schemacie – oto kobieta (świetna Mimi Rogers) i mężczyzna, oboje po przejściach, zakochują się w sobie, mimo że nie mają na to ochoty. Połączeni zrządzeniem losu (konkretnie obrożami z ładunkami wybuchowymi, które eksplodują, gdy tylko ta dwójka oddali się od siebie), muszą nauczyć się współpracy i wzajemnego zaufania. Nie jest Obroża ani majstersztykiem, ani nawet bardzo dobrym filmem. Ale jest w niej coś, co przynosi frajdę – wspomniane serce, które bije radośnie, podrzucając twórcom zabawowe, czasem absurdalne pomysły i wyposażając bohaterów w uczucia. I w końcu nie wiemy, czy on biegnie za nią jak wariat, bo chce uniknąć śmierci, czy może dlatego, że ją kocha?

1993 – Podróż (reż. John Mackenzie)

Rutger Hauer vs. Eric Roberts – Podróż to w pewnej części pojedynek VHS-owych macho, co wartością jest samą w sobie. Hauer to typ budzącego respekt ustabilizowanego tatuśka. Kwadratowy w barach, nieco ociężały i po zawale, ale wciąż silny fizycznie, nie marnotrawi słów i rzadko daje się sprowokować. W tytułową podróż wyrusza z żoną (subtelna i łagodna Karen Allen) w ramach ratowania rozpadającego się małżeństwa. Roberts to człowiek skrajnie różny – czarujący psychopata z wyrzeźbioną klatą. Nieokiełznany żywioł patologii, który w łaski wkupuje się wdziękiem i otwartością, a gdy dostaje to, po co przylazł, odsłania prawdziwe oblicze – wypranego z empatii aroganta o niecnych zamiarach. Na łodzi Hauera ląduje niejako na gapę wraz z dużo młodszą, zepsutą i seksowną Connie Nielsen. Między nudnym małżeństwem a parą narwańców szybko dochodzi do napięć, w dodatku z tajemnicą w tle. I trzeba przyznać, że jest to nieźle napisane – nie dość, że dynamicznie, to z wyraźną próbą pogłębienia konwencjonalnych charakterów. Klincz, w którym znaleźli się bohaterowie, jakby przy okazji zahaczał o coś większego – coś o kryzysie męskości, coś o starciu młodości ze starością. Oczywiście na tyle, na ile pozwala formuła małego, unurzanego w latach 90. thrillera. Bez zaskoczeń – w tym pojedynku Hauer ma przewagę; jest niczym skała. Gdybym była mężczyzną w średnim wieku mierzącym się z własnymi lękami, chciałabym być właśnie nim.

*autor tekstu o "Krwi bohaterów" powininen dostać bęcki za niedocenienie i aroganckie potraktowanie tego wspaniałego filmu; trudno w ogóle dociec czemu postanowił o nim napisać 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *