Są tacy, co zostają w domu i tacy, co odchodzą.

Włóczykij, najsłynniejszy piechur literatury, marzyciel i outsider. Krzewiciel wolności, indywidualista, dobrotliwy duch. Absolutny przeciwnik zakazów, przyjaciel natury i świata, entuzjasta życia – lepiej na uboczu, niż w tłumie. Nie zawsze towarzyski, choć z reguły w miarę przyjazny. Antymaterialista, nonkonformista, melancholik gotowy do działania i podróży. Lubi fajkę, potrafi grać na harmonijce i układać piosenki. W trudnych sytuacjach zachowuje zimną krew. Nie posiada stałego adresu zamieszkania, a jedyny ślad po miejscach jego pobytu to pusty prostokąt zbielałej trawy. Włóczykij to symbol, do którego licznie i tęsknie wzdychamy, w smutku i zniechęceniu oddając się codziennym obowiązkom.

Ten enigmatyczny jegomość w kapeluszu z szerokim rondem to jeden z najbardziej lubianych bohaterów muminkowego uniwersum. Bezkompromisowe trwanie przy ideach wolności, które tchnęła w jego postać Tove Jansson, to jednocześnie piękna projekcja naszych marzeń o życiu bez uciskających zasad. Zresztą cała Dolina Muminków to coś na kształt bajkowej krainy obrazującej nasze pragnienia o rzeczywistości szczęśliwej i radosnej, o wiecznych wakacjach, o powrocie do dzieciństwa, albo więcej – istnienia gdzieś poza czasem, w alternatywnym, lepszym świecie.  Prócz zapału do życia i działania, którymi aż tętnią małe-wielkie książeczki o Muminkach, odnajdziemy tu całą gamę mniej wesołych, dalekich od ufnej naiwności emocji, jak strach czy nostalgia. Również Włóczykij, bohater bez wątpienia pozytywny, jest postacią podszytą zadumą i melancholią.

– Dlaczego biedny niewinny botanik nie może żyć w ciszy i spokoju?
– Życie nie jest czymś spokojnym – odparł Włóczykij.

Włóczykij wiedzie arcyciekawe, w dużej mierze tajemnicze życie. Co rok na wiosnę wraca do Doliny Muminków, by tu, w towarzystwie sympatycznych trolli, spędzić najcieplejsze miesiące. Jednak gdy tylko nadejdzie jesień, zwija swój namiot i wyrusza na południe. Czasem ktoś zadaje mu niedyskretne pytania: „dokąd idziesz?, gdzie się wybierasz?”. Włóczykij ma na nie tylko jedną, zwięzłą odpowiedź: „nie wiem”. Jedyne czego pragnie, to iść przed siebie, jak najdalej od zgiełku i domostw, które napawają go przerażeniem.

Podczas swoich pobytów w Dolinie jest jednak najlepszym kompanem do przygody, niebezpiecznych wypraw i odkrywania niecodziennych zjawisk. Wstaje zawsze pierwszy, by mieć kilka godzin dla siebie. Potem przychodzi pod okno Muminka i wzywa go tajnym sygnałem (najpierw trzy zwykłe gwizdnięcia, a potem jedno długie) i proponuje fascynującą wyprawę lub inną niesamowitą zabawę. „Musimy zrobić coś niezwykłego, gdyż zapowiada się piękny dzień” – nawołuje. To właśnie w jego towarzystwie najlepiej pływa się w blasku księżyca lub gawędzi w grocie. To również on opowiada najfajniejsze „straszne historie” przy ognisku, poza tym widzi rzeczy, których inni nie dostrzegają. Mimo skłonności do gawędziarstwa i talentu do układania piosenek, nie lubi opowiadać o sobie. „Gadaniem niszczy się wszystko” – myśli – „Jeśli im opowiadam, to potem nic nie zostaje. Pamiętam tylko swoje opowiadanie, kiedy staram się przypomnieć sobie, jak było”. Często milczy, zatapiając się we własnych myślach. Czasem – w stanach głębokiej melancholii – bywa gburem, ale trudno mieć do niego o to pretensje. Za takim przyjacielem tęskno przez całe dzieciństwo.  

Włóczykij ma silne poczucie autonomii. Jego charakter chyba najlepiej obrazuje opowiadanie „Wiosenna piosenka”, otwierające zbiór „Opowiadania z Doliny Muminków”, siódmą z kolei książeczkę z serii. W bezchmurny wieczór pod koniec kwietnia wędrowiec spotyka na swojej drodze małe, przestraszone stworzonko. „Tak właśnie wyglądają ci, z którymi nikt się nie liczy” – myśli, przyznajmy, dość bezlitośnie. Jest w trakcie układania nowej, pełnej nadziei i zachwytu piosenki, nie podoba mu się więc, że ktoś przeszkadza w twórczym procesie. Jest oschły i zniecierpliwiony. Mimo to stworzonko jest nieustępliwe. Wiele słyszało o Włóczykiju i w nabożnym podziwie dla jego postaci wlepia w jego postać wielkie oczęta, łaknąc towarzystwa i rozmowy. „Nigdy nie jest się zupełnie wolnym, jeśli się kogoś za bardzo podziwia” – radzi wciąż opryskliwie Włóczykij niechcianemu towarzyszowi. Ostatecznie jego dąsy się kończą, a on sam staje się bardziej otwarty i chętny do rozmowy. Ot, typ bohatera, który ponad wszystko ulubił sobie samotność. Jego nonkonformizm jest godny podziwu. 

Cierpliwość Włóczykija zostanie wystawiona na próbę również latem, gdy nagle, bez żadnego uprzedzenia, przyjdzie mu zająć się aż dwudziestoma czterema zagubionymi dziećmi. Dzieje się to na skutek pewnej wywrotowej akcji, w której Włóczykij mierzy się ze swoim największym wrogiem, jedynym stworzeniem, którego nie lubi – Dozorcą. Kim jest Dozorca? To nieprzyjazny zarządca Parku, który mimo wizyt chętnych do zabawy opuszczonych dzieci, zabrania w swoim Parku dosłownie wszystkiego. To oczywiście nie w smak propagującemu wolność Włóczykijowi, który najpierw zsyła na Dozorcę naelektryzowane Hatifnaty, a potem, wbrew wszelkim zasadom, wyrywa wszystkie tabliczki z zakazami: od  PALENIE WZBRONIONE, poprzez SIEDZENIE NA TRAWIE WZBRONIONE, aż po ZABRANIA SIĘ ŚMIAĆ I GWIZDAĆ i SKAKANIE WZBRONIONE. Działania Włóczykija wzbudzają w dzieciach zaufanie i wielkie pokłady sympatii, więc od tamtej pory nie chcą go odstąpić nawet na krok. I cóż biedny Włóczykij może począć? Najpierw próbuje dzieci przepędzić, potem jednak bierze na siebie ojcowskie obowiązki – nieporadnie, nie zawsze z zapałem, ale jednak z sercem i osadzoną w nim głęboko dobrocią.

Nie jest Włóczykij więc jednym z tych prostych i jednoznacznych postaci, które kojarzymy z książeczkami dla dzieci. Wskazuje na to zwłaszcza zakończenie przygody z Muminkami, czyli ostatni tom cyklu pt. „Dolina Muminków w listopadzie”, ponury, skąpany we mgle i deszczu, mizantropijny i o wiele bardziej „dorosły” niż pierwsze, muminkowe książeczki. Część to wyjątkowa, gdyż dość przewrotnie rodzina trolli w ogóle w niej nie występuje. Jansson czyni bohaterami opowieści zupełnie inne postacie, w tym Włóczykija, który początkowo tęskni za swoimi nieobecnymi przyjaciółmi, za rodziną, lecz tuż przed ich powrotem zakłada plecak, gasi ognisko i wyrusza w drogę. O takiej drodze, samotnej, w nieznane i na przekór wszystkiemu, marzy czasem każdy z nas.

Tekst pierwotnie ukazał się na łamach nieistniejącego już bloga cdp.pl. 


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *