Wieść o tym, że Jennifer Jason Leigh wystąpi w najnowszym filmie Tarantino, ujawniła swego rodzaju dziennikarską nieporadność. Owszem, był zachwyt –  jak to super i w ogóle, że Tarantino sięgnął po taką perłę, zapomnianą niewątpliwie, ale utalentowaną i zasłużoną przecież. Ale. Nagle okazało się, że wszyscy za Jennifer tęsknili, świetnie ją znają i jej filmografię też, którą – zdawać się mogło – regularnie odświeżają po nocach w nostalgii i w zachwycie. "Och, jak cudownie, że wróciła nasza ulubiona aktorka, nie możemy się doczekać!" No przecież. Leigh to prawdziwa gwiazda lat 90. – grała u Cronenberga, u Altmana, w tym, no, "Autostopowiczu" i… i… i… no właśnie. I co dalej? 

I ja bardzo się ucieszyłam, że Tarantino postawił właśnie na tę, a nie inną aktorkę. Dam sobie jednak rękę uciąć, że w ten sposób nie tyle krajanom znad Wisły o niej przypomniał, co dopiero nauczył ich właściwie przypisywać nazwisko do twarzy. 

Gdy jeden z polskich krytyków filmowych protekcjonalnie określił role Leigh "wcieleniami kruchych neurotyczek" – automatycznie się wzdrygnęłam. Filmografia tejże zbudowana jest przecież nie na słabości, ale na sile. Jej role doskonale się uzupełniają, tworząc spójny, wyrazisty wizerunek kobiety z wolą przetrwania, charakterem, być może szaloną, ale indywidualną, osobną i wrażliwą. Nic dziwnego, że krytyk o tym nie wiedział. Filmy z najlepszymi rolami Leigh w filmweboych statystykach nie dobijają nawet 1000 głosów. Ba! Jeden z absolutnie najpiękniejszych (mowa o "Georgii") nie ma ich nawet 100. A wszyscy przecież tęsknili.

Prócz "Nienawistnej ósemki" na ekrany trafiła w tym samym czasie "Anomalisa" Charliego Kaufmana. Choć nominowana do Oscara w kategorii najlepsza animacja, skandalicznie rzadko się o niej wspominało w oscarowych dyskusjach. Przesłonięta przez pixarowe "W głowie się nie mieści" nie znalazła w sobie siły przebicia. Szkoda. "Anomalisa" to nie tylko piękny, gorzki i mądry film, ale też ciekawe formalnie i pomysłowe dzieło sztuki. To także najnowsza perła w naprawdę bogatej karierze Leigh – następna wariacja wciąż świetnie granej przez nią postaci i kolejne, jakże trafne, ujęcie prawdy o nas samych. 

Czytaj też:   Jak zostać czarownicą? - przypadek Amandy Knox

Cofnijmy się do przeszłości. 

„Autostopowicz”. Charakterna kelnerka Nash stawia wszystko na jedną kartę – spontanicznie chwyta za porzuconą broń, by wymierzyć nią prosto w policjanta i obronić w ten sposób dopiero co poznanego chłopaka. Owszem, jest w tym geście wiele brawury, a nawet szaleństwa czy głupoty. Ale nie tylko. Heroiczna obrona nieznajomego to coś więcej – to wyraz niespotykanego zaufania okazanego drugiemu człowiekowi. To potrzeba sprawiedliwości. To także silne emocje, których, kto jak kto, ale Jennifer Jason Leigh od zawsze potrafiła dostarczyć.

“Ma twarz anioła, a gra role rodem z piekła” – tak określił ją niegdyś Roger Ebert. Drobna postura (160 cm wzrostu) i niewinna, charakterystyczna uroda działają w przypadku tej aktorki trochę jak zmyłka. Ale nie dajcie się zwieźć. W tym dziewczęcym uśmiechu być może nie kryje się sam diabeł, ale niezła łobuziara już na pewno. 

Jennifer Jason Leigh to dziewczyna ekstremalna. Wiemy to od dawna, choćby od momentu, gdy już u progu kariery bez oporów odkryła przed widzami całe swoje ciało („Beztroskie lata w Ridgemont High”). W kolejnych filmach była jeszcze „bardziej” i „mocniej” – "Ciało i krew", "Piekielny Brooklyn", "Miami Bluses", "Pogrzebany żywcem". Bohaterki Jennifer często żyją na granicy – czy to obłędu, hańby, załamania czy ryzyka – i niejednokrotnie tę granicę przekraczają. Jej role, od „Beztroskich lat…” i „Autostopowicza” aż po niedawną „Anomalisę”, doskonale się uzupełniają, tworząc spójną, fascynującą sylwetkę. Filmowa Jennifer to zatem odważna kobieta, ale również kobieta niepospolita. Brawura u niej nie bierze się bowiem sama z siebie, ale sąsiaduje z czymś skrajnie innym – z łagodnością. To aktorka, która nie tylko nie boi się wskoczyć w ogień, zaprzedać duszę diabłu czy wreszcie pociągnąć za spust. Ona przede wszystkim nie boi się czuć. Nawet za cenę przykrych konsekwencji.

Czytaj też:   Nomi Malone czyli bohaterka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *