Książka

Wariatki, ale nie z tych czarujących. O „Histeryczkach” Roxane Gay.

„Nie będziesz już więcej? Nie będziesz już więcej tak się zachowywać? Zawsze będziesz taka słodka jak teraz, taka, jaka naprawdę jesteś, i nie będziesz się pieklić?” – wypytuje swoją dziewczynę bohater jednego z opowiadań Dorothy Parker. W jego natrętnych słowach jak w lustrze odbija się wizja kobiety idealnej. Miła, uśmiechnięta, nie stwarza problemów. Cud, nie dziewczyna.  

Nie bez przyczyny refleksję na temat „Histeryczek” Roxane Gay zaczynam od wspomnienia nowojorskiej pisarki sprzed ponad pół wieku. Zbiór opowiadań tej pierwszej, „Grę”, przeczytałam tuż przed zbiorem opowiadań tej drugiej. Nie zrymowały mi się, chyba że rymami nieregularnymi, poza mocnym punktem wspólnym – wizerunkiem kobiety problematycznej. U nowojorskiej pisarki powraca on kilkukrotnie, zawsze z ironią. Problematyczna znaczy nie tylko taka, która się denerwuje i bywa zazdrosna, ale też taka, która płacze. Ewentualnie narzeka lub pogrąża się w „mglistej melancholii”, czym skutecznie partnera drażni, burzy jego święty spokój. Zamiast się dąsać, powinna przecież być czarująca.

U Gay kobieta problematyczna wpisana jest już w sam tytuł, również ironiczny. „Histeryczki” (w oryginale „Difficult Women”) odwołują czytelnika do niechlubnego pojęcia histerii, rzekomego zaburzenia psychicznego wywoływanego przez macicę, niegdyś swobodnie diagnozowanego przez lekarzy na podstawie dowolnie dopasowanych symptomów. Według tej „tradycji” każdy lęk, ból, smutek to w przypadku kobiet sprawka ich płci i wpisanej w nią niestabilności, nie zaś, jak powinno się rozumieć instynktownie, przykrych okoliczności czy brutalnych doświadczeń. „Histeryczka” – łatwo jednym słowem odebrać godność kobiecie, która płacze, odarłszy jednocześnie jej płacz z kontekstu. Kobieta płacze dlatego, że jest kobietą.

W opowiadaniach Gay – ostrych choć konceptualnych, czasem surrealnych – „trudność” kobiet polega jednak nie tylko na ich rozchwianej emocjonalności, która tym razem ma kontekst (np. przemoc, poczucie winy, strata, przykre dzieciństwo, wszystko naraz). Do kobiecych „grzechów” autorka zalicza również na pozór neutralne i nieszkodliwe, a nawet pozytywne cechy, jak perfekcjonizm, dystans, własne zdanie, wysokie standardy, pewność siebie lub chęć mówienia o sobie. Jak w miniaturce „Zły ksiądz”, w której intymne zwierzenia parafianki doprowadzają romansującego z nią księdza do nadkwasoty, co innego jej piękne ciało, które prowadzi go do rozkoszy. Jak w opowiadaniu tytułowym, w którym bohaterka po nocy spędzonej z mężczyzną wydzwania do niego, nie dlatego że jest natarczywą wariatką (instynktownie zostaje w ten sposób odebrana), ale dlatego, że zostawiła u niego teczkę z ważnymi dokumentami.  

Bohaterki Gay nie są więc, jak głosi rekomendacja z tyłu okładki, „nieznośne albo co najmniej kłopotliwe”. Przynajmniej nie bardziej niż każdy z nas, niezależnie od płci, z kompletem cech własnych, także negatywnych. Nie są też histeryczkami. Są ludzkie. Nieznośne zaś bywa społeczeństwo, które je osądza, odziera z kontekstu, traktuje protekcjonalnie. Społeczeństwo, które lubi w męskiej rozpaczy i rozchwianiu dostrzegać ślady romantycznego umęczenia i egzystencjalnej pustki, w kobiecym zaś – brzydotę i histerię. Czy nie częściej mówimy o „irytujących bohaterkach” niż o „irytujących bohaterach”?

Jednym z tematów, do których Gay uporczywie wraca, jest przemoc wobec kobiet. Opisana dosadnie, trudna do przełknięcia. Mimo to autorka nie wysuwa jej na plan pierwszy, co mogłoby sugerować mocne otwarcie zbioru („Pójdę za tobą”). Nie prowadzi swoich historii w linii prostej, z punktu A do punktu B, od aktu przemocy do jego konsekwencji. Jej bohaterki (i bohaterowie) uwikłani są w złożone zależności płci i rasy, oraz przypisane im oczekiwania społeczne, z przemocą funkcjonującą gdzieś pośrodku niczym ruchoma pułapka, skutek i przyczyna, część całości. Gay stara się być sprawiedliwa – wyłapuje w mroku przejawy czułości i solidarności damsko-męskiej. Uderzająca jest też konsekwencja, z jaką wraca do autodestrukcyjności kobiet jako reakcji na traumatyczne doświadczenia. Jej bohaterki lgną do źródła upodlenia, celowo nastawiają policzek, bo czują, że na to zasłużyły. Z drugiej strony są w tym akcie samospalania niezwykle świadome – zrezygnowane, rozgoryczone, pełne ironii. Przy odrobinie dobrej woli dające się zrozumieć, niehisteryczne.

Roxane Gay, Histeryczki, tłum. Dorota Konowrocka-Sawa, Poradnia K, Warszawa 2018. 

Egemplarz otrzymałam od wydawnictwa. 

Histeryczki były czytane w pociągu.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *