Jesień jak to jesień – zawsze się trochę kojarzy ze szkołą.

Arek (Arka znajdziecie tu: no hay banda) powiedział któregoś dnia: "chodź, pooglądajmy sobie filmy Janusza Nasfetera." Jasne, czemu nie. Skojarzenie ze szkołą – nieprzypadkowe. Nasfeter znany jest przede wszystkim z kina o dzieciach, ale uwaga, nie tylko dla dzieci. Jego filmy (do tej pory widzieliśmy "Abel, twój brat", "Nie będę cię kochać", "Moja wojna, moja miłość" oraz "Motyle") to w zasadzie dojmujące dramaty. Dramaty szkolne, wakacyjne, rodzinne lub wojenne. Zawsze smutne.

Imponuje empatia, z jaką Nasfeter mówi o małym człowieku, daleka jest zupełnie od niegdyś popularnej filozofii wychowawczej: "dzieci i ryby…". Dzieciaki u niego czują, rozumieją, przeżywają, są spostrzegawcze, osobne. Ich świat, choć nieokrzesany, wciąż pełen naiwności, jest jednocześnie bardzo bogaty, nieraz skomplikowany, trudny. Nasfeter w każdym filmie staje po stronie małych bohaterów, zwłaszcza tych wyobcowanych, wrażliwszych. Takich, którzy nie potrafią się dostosować. Konsekwentnie rozpracowuje wyrządzane im krzywdy – czy to ze strony oziębłego, kompletnie ślepego na ich uczucia świata dorosłych, czy od siebie wzajemnie. Ojciec, który pije, szkolna opresja, rozbita rodzina, brak wsparcia, zrozumienia, akceptacji, problemy moralności, wstyd – to wszystko w tym kinie jest, szokuje i porusza.

Pomylimy się jednak, oczekując filmów ściśle realistycznych. Nasfeter świadomie stylizuje – są u niego momenty oniryczne, niezwykłe, symboliczne, czasem jakby wyrwane z koszmarnego snu. Wszystkie te uwypuklenia, przemyślane (i jakże genialne!) koloryzacje nadają tym historiom głębszy, uniwersalny sens. Czynią je podwójnie wartościowymi. Ja jestem zachwycona. Arek też. 

Na koniec słowo od samego Nasfetera:

Urzekał mnie zawsze świat poezji, umowności, lepszy i szlachetniejszy od tego, w którym dane jest nam żyć. A taki jest właśnie świat dziecka. W każdym z nas pozostaje jakiś ślad dzieciństwa – tylko że większość ludzi nie pamięta o nim, nie chce pamiętać. Wiemy przecież, że dla większości rodziców dziecko nie jest partnerem, pozostaje poza obszarem ich dorosłej mądrości. A tymczasem człowiek nigdy nie jest tak wrażliwy jak w dzieciństwie, tak potencjalnie szlachetny. I nie należałoby tego zmarnować.

Oglądajmy Nasfetera. Zapomniany, niemodny, a przecież ponadczasowy. Mądrość empatii nie ugina się pod upływem czasu i istnieje ponad wszelkimi modami. 

Czytaj też:   Krzycząca Panna Młoda. O "Zabawie w pochowanego"

janusz-nasfeter-2

januesz-nasfeter-3

januesz-nasfeter-5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *