Film

Na HBO GO: Arytmia i Zabić Jezusa

Dwie polecajki z HBO GO. Pierwsza – Nieidealna, ale interesująca. Druga – jeden z lepszych filmów do zobaczenia w tym roku. 

Zabić Jezusa, reż. Laura Mora Ortega, 2017

Intensywne i surowe kolumbijskie kino zemsty w wydaniu kobiecym (dziewczęcym?), bardzo osobistym. Ku społecznemu komentarzowi, humanistycznej przypowieści. Bohaterką jest studentka z dobrej profesorskiej rodziny, która planuje wziąć odwet na zabójcy swojego ojca. Dziewczyna nie zna się na zabijaniu. Jest z innego świata, ma ładne włosy i łagodną urodę. Mimo to odważnie i pochopnie zapuszcza się w samo serce slumsów, gdzie podąża za celem, zbliża, wreszcie – wchodzi z nim w relację. Kamera niemal przykleja się do jej pleców, czym potęguje osobną perspektywę: zagubienie wśród złych i obcych, strach, gorycz i, co najciekawsze, całkiem zwyczajną fascynację chłopakiem, który może i jest niebezpieczny, ale jest też człowiekiem, z własnym światem i motywami. Film Mory nie do końca spełnia się w intrydze – porzuca tropy, nie roztrząsa, nie pogłębia trudnego tematu. Jednocześnie działa na poziomie emocjonalnym. Przejmuje, angażuje. Zabiera w naturalistyczną podróż po brudnych zaułkach zakażonego miasta, które tłamsi ludzi i ich smutne życiorysy. 

Arytmia, reż. Borys Chlebnkow, 2017 

Podwójnie zwycięski film zeszłorocznego Sputnika – pierwsza nagroda zarówno od jury, jak i od publiczności. Nie dziwię się. Widziałam go na początku lata, ale wciąż we mnie siedzi. Jeden z ulubionych filmów roku. 
Historia zapowiada się klasycznie. Mamy rosyjskie bagno i absurdy systemu, tu usadzone w realiach szpitala. Bohaterowie to małżeństwo młodych lekarzy, wycieńczone pracą i sobą. On pije za dużo, ona ma dość, nadchodzi kryzys. A stąd już o krok do zgranego scenariusza – im dalej, tym gorzej, bez nadziei i bez szans. Tymczasem Chlebnikow zaskakuje, inaczej rozkłada akcenty. Siła jego filmu tkwi nie w dojmującej diagnozie i rozpadzie więzi, ale przeciwnie – w wierze w człowieka. W bliskim portrecie przyzwoitych, fajnych ludzi, którzy z zaangażowaniem wykonują swoją pracę i w gruncie rzeczy się kochają. Największy problem to destrukcyjne państwo, które ich sabotuje i podtruwa. Ale nic to, trzeba brnąć dalej, mimo kryzysów i zwątpienia, wiadra wylanych łez i kilku nocy spędzonych osobno. A potem przytulić się, po prostu, i zapomnieć. W „Arytmii” intymność małych mieszkań istnieje ponad złem systemu. Ponad wszystkim.


Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *