Film

Michael Mann mniej doceniany. O Miami Vice i Hakerze.

Na portalu Kinomisja, w zbiorowym tekście o Michaelu Mannie, napisałam o dwóch filmach – "Miami Vice" i "Hakerze", mniej lubianych przez widzów, moim zdaniem wartych pełnej uwagi. 

Miami Vice, 2006

Film niedoceniany nawet przez fanów reżysera, jednak wart powtórki, weryfikacji – dobrą wolę nagradza wybuchem entuzjazmu. Rozkręca się powoli, ale to nic. Wkrótce wszystko się rozjaśni, intryga złoży się w klarowną całość. Wolne tempo daje czas, by przyjrzeć się miejskim kadrom nocy, tutaj – z domieszką jasnej, połyskującej ekskluzywności i przesady. Mann łączy techniczny kunszt z ideą, czyniąc obraz estetyczną substancją swoich filmów. Wraz ze znakomicie dobraną muzyką to jego sposób na hipnotyzowanie, tworzenie atmosfery. Jeśli chodzi o fabułę, też jest jak zwykle – gliniarze, spluwy, kartel narkotykowy, niebezpieczna misja pod przykrywką. Dwóch twardzieli w obszernych garniturach. A jednak nieco się obruszam, gdy ktoś nazywa filmy Manna typowo „męskimi”, nie lubię takich kategoryzacji. Choć naszpikowane akcją i podporządkowane fetyszom twórcy, który niczym uradowany chłopiec lubi bawić się gadżetami, zazwyczaj ciągną w stronę uniwersalnych wartości. Takich, które działają niezależnie od płci, ekscytują. Przyjaźń, miłość, lojalność. Trochę jak w Ostatnim Mohikaninie, tak i w Miami Vice jednym z tematów jest porozumienie dusz kochanków i zazdrość z rodzaju tych najprostszych – o ogień w oczach dziewczyny. Mann ładnie chwyta na ekranie chemię między bohaterami. Gdy Li Gong i Colin Farrell tańczą w nocnym klubie w rytm kubańskiej piosenki, parkiet staje się gorący, żarzy się od zakazanej miłości. Romans podszyty zagrożeniem, naznaczony ulotnością chwili idealnej, obnaża Manna jako romantyka. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Stereotypowy twardziel nie przyznałby się do takich namiętności.

Haker, 2015

Mieszane recenzje, słaba frekwencja – ostatni film Manna, Haker z 2015 roku, dla dąsalskich kinomanów z pewnością okazał się dowodem na to, że słynny reżyser już się skończył. Bzdura. Wystarczy spojrzeć na jego kino z szerszej perspektywy i, co ważne, zrobić to uczciwie, by dojrzeć w Hakerze ciekawe i konsekwentne rozwinięcie większości z mannowskich obsesji. Film ten, prócz bycia kolejnym wyznaniem miłosnym ku miejskim przestrzeniom, najbardziej skupia się, siłą rzeczy, na technologii – znowu jako narzędziu pracy, uporczywej towarzyszce codzienności, ale także źródle opresji, sojuszniczce przestępców, złowrogiemu mechanizmowi, dla którego granice i odległości nie mają znaczenia. Dzięki któremu przestępstwa można dokonać z innego kontynentu, ot tak, ze skutkiem natychmiastowym namieszać w globalnych rynkach lub ukraść górę pieniędzy. To już u Manna było – w Zakładniku, w  Miami ViceHaker jest kolejnym krokiem naprzód, gdzie ściganie „tego złego”, czyli anonimowego adresu IP, bez twarzy, bez charakteru, okazuje się doświadczeniem wyjątkowo fizycznym. Po staroświecku. Liczy się nie to, kto stworzy najlepszy kod i przebije się przez hasła, ale kto podejdzie najbliżej, kto dotknie, kto wbije nóż w plecy. Mann, tworząc nieco komiksowego i celowo „fizycznego” bohatera, czyni go, trochę przekornie, nośnikiem filozofii. Tytułowy haker czyta Baudrillarda i Foucalta. I nie jest to żart. Lektury te są na miejscu w filmie tworzącym posępną wizję współczesnego świata, w którym mało co istnieje naprawdę, wszystko jest jedynie symulacją – jak wirtualne pieniądze w wirtualnych bankach, których nie da się dotknąć, za to można je stracić na skutek kliknięcia myszką. Haker to film, który toczy się w niespiesznym tempie. Mann spokojnie kręci swoje, nie schlebia nowoczesnym, wymagającym nieustannej stymulacji gustom, choć to nowoczesność jest jego fetyszem. Wymaga uwagi i cierpliwości, które wynagradza garścią trafnych refleksji na temat cielesności i osobistego kontaktu w opozycji do niedookreślonej rzeczywistości po drugiej stronie kabla, złowrogich pendrive’ów, zdradliwych kamer. A jeśli to wciąż mało, dorzuca jeszcze koncertowy finał.


Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *