Film, Sylwetki

Uśmiech Gene’a Hackmana. W mroku nocy, 1974

Od kilku dni myślę o uśmiechu Gene’a Hackmana. Niedawno obejrzałam „W mroku nocy” Arthura Penna, rewelacyjny, choć niedoceniany i raczej zapomniany thriller. Hackman zagrał tu postać niemal mityczną, czyli prywatnego detektywa z Los Angeles. Jego Harry Moseby gubi się w kryminalnej intrydze, podobnie jak w tropach gubi się Philip Marlowe w „Długim pożegnaniu” Altmana. Tyle że Harry to postać bardziej tragiczna niż Marlowe. Mniej nonszalancka, mniej urokliwa. I jednocześnie bardziej ludzka. Nie tylko dlatego, że to detektyw, którego zawodzi instynkt, a przecież w tej branży to rzecz niedopuszczalna. I że przegrywa – zarówno jako mężczyzna i jako fachowiec. Harry Moseby jest ludzki zwłaszcza z tego powodu, że ma twarz Gene’a Hackmana. 

Twarz Hackmana to fenomen. Antyhollywoodzka, ale rozpoznawalna. Oblicze twardziela i fajtłapy jednocześnie. Zarówno surowe, bezwzględne, budzące respekt, jak i pełne ciepła i łagodności. Brutalne i szlachetne. Hackman ma przyzwoite oczy i przyzwoity uśmiech. W filmie Penna uśmiecha się nie raz – ot tak, naturalnie, reagując na wydarzenia, bez ironii i efekciarskiego żarciku schowanego pod wąsem, bez narcyzmu. To jeden z nas, człowiek z krwi i kości. W dzisiejszym Hollywood takie uśmiechy to rzadkość. 

„W mroku nocy” ma oczywiście więcej atutów niż Hackman. To film, który rozwija się niespiesznie, niepozornie, by pod koniec nabrać tempa i intensywności, wreszcie przypieczętować historię krzykiem i żałobą. Na mrocznym, fatalistycznym tle iskrą mogłaby być młodziutka, na pierwszy rzut oka niewinna Melanie Griffith. Mogłaby, gdyby nie zdążyła przesiąknąć amoralnym, kwaśnym zapaszkiem. Jest też piękna, doświadczona Paula, która oferuje bohaterowi czułość i dobroć. Ale czy robi to szczerze? Świat jest pełen złych ludzi i złych intencji. Śliskich interesów, frustracji i fałszywych tropów. A Gene Hackman to normalny facet, nie superbohater. Nic dziwnego, że sobie z tym nie radzi.

Wówczas uśmiechu brak:

Melanie Griffith:

Gene Hackman i Arthur Penn:

Gene Hackman: 

 


Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *